piątek, 25 września 2020

DSC00822Osoba pisząca myśli przede wszystkim o czytelniku. W tej chwili dla mnie jednak najważniejsze jest pisanie dla samej przyjemności pisania. Muszę na nowo odzyskać wiarę w siebie po bez mała trzyletniej przerwie, wyrzucić z głowy destrukcyjne myśli.
Przerwę w pisaniu spowodowała choroba i śmierć męża. Byłam pewna, że już nigdy nie złapię za pióro i nie będę – jak dawniej – miała gotowego artykułu do kolejnego wydania Gazety Brzeskiej. Ale udało się. Wszystko tkwi w naszych głowach, tu są wszystkie nasze ograniczenia lub siła. Czyste, dobre myśli towarzyszą ludziom szczęśliwym, demony przeszłości wyniszczają fizycznie i psychicznie tych mniej radosnych.
Depresja jest straszną chorobą. Popada się w czarną otchłań, niczego się nie chce, wszystko jawi się w ciemnych barwach, nic nie cieszy, unika się kontaktów z drugą osobą pomimo, że wcześniej było się osobą towarzyską, zarażało optymizmem.
Wiedziałam, że sobie sama nie poradzę. Nie można się wstydzić lekarza – on jest po to, by nam pomóc. Na wagę złota jest pomoc Rodziny – a ja mam wspaniałą i kochającą. Córki mówiły, że życie jest piękne, że przecież jestem optymistką… Długo to trwało – prawie trzy lata. Nagle u progu pięknej, słonecznej jesieni zobaczyłam świat piękniejszy. Nie mogę nacieszyć się kolorami jesieni. Mimo że mamy połowę listopada, drzewa pysznią się resztkami liści w złocie, purpurze, czerwieni.
Jak cudownie jest żyć bez strachu, bez poczucia beznadziejności, widzieć świat w słońcu, w deszczu, w jesiennych mgłach – bo wszystko jest potrzebne, wszystko jest po coś. Dobrze jest mieć pasje. Moją jest pisanie. Teraz piszę listy do całej rodziny – o niczym: o wczorajszym spacerze po przepięknych brzeskich parkach, o porządkowaniu mieszkania, o nowych meblach.
Często otwieram spisane przez mnie kroniki – jest ich 54. Opisałam w nich moje długie, dobre życie. Składają się na nie: 11 tomów kronik Klubu Odra, gdzie pracowałam w latach 1965 – 1980, kroniki życia naszych córek, czwórki wnuków, historie rodziny moich Rodziców oraz rodziny Mogilnickich, do której weszłam w 1956 roku. Odnotowuję narodziny nowych członków naszej familii, oddaję hołd tym, którzy odchodzą, bo taki jest rytm naszego życia. Piszę dla trójki moich prawnuków – powielajcie wzorce dziadków, rodziców. Niech to będzie dla Was drogowskaz.
Moje przeistoczenie z pewnością zawdzięczam lekarzom, rodzinie, bliskim mi ludziom. Wszystkim pragnę serdecznie podziękować. Dochodzę do wniosku, że Pan Bóg ma jeszcze jakieś plany związane ze mną, skoro pozwolił mi wyzwolić się z marazmu. Mogę na nowo żyć w dobrym stanie psychicznym i to jest cudowne.
Powyższy tekst dedykuję tym, którzy są w depresji. Jest to straszna choroba, ale można sobie z nią poradzić. Mój przykład jest tego dowodem. Depresja pojawia się, kiedy jest źle, jednak trzeba próbować o siebie zawalczyć. Przecież całe nasze życie to walka, praca nad sobą. Obyśmy zawsze z tych zmagań wychodzili zwycięsko.

 

p8


Ponieważ, jak się rzekło – żyję na nowo – to i nowe plany zaczynam snuć. Jeżeli Stwórca pozwoli i nie pokrzyżuje planów, to w kwietniu 2019 planuję z Krysią Frączyk zorganizować zjazd moich przybranych dzieci – Zespołu Piastelsi. To już pięćdziesiąt pięć lat od powstania zespołu. Pięć lat temu mówiłam, że to ostatnie spotkanie, ale okazuje się, że nigdy nie wiadomo.

 

Zofia Mogilnicka

 

Nie masz uprawnień do komentowania