środa, 01 kwietnia 2020

mogilnicka nowinyZofia Mogilnicka - niestrudzona kronikarka - rysuje sylwetki swoich najbliższych. Oto żywy zapis polskich losów na przykładzie rodziny Autorki.

 

Wujostwo Stefania i Jan Matuszewscy mieli czwórkę dzieci:

  • Gabriela Matuszewska–Nadolna ur. w 1916 roku,
  • Tadeusz Matuszewski ur. w 1918 roku,
  • Irena Matuszewska ur. w 1921 roku,
  • Mirosława Henryka Birula-Białynicka ur. w 1924 roku.

Ciocia Stefania bardzo poważnie chorowała na serce. Po wielu latach udręki zmarła, mając zaledwie 57 lat.
Gabriela młodo wyszła za mąż za Edmunda Zimocha. Z tego związku jest Marylka Zimoch–Kuczyńska, moja rówieśnica. 8 stycznia 1937 roku Edmund Zimoch zmarł na galopujące suchoty. Marylka miała wtedy 5 tygodni.
W 1944 roku Gabriela ponownie wychodzi za mąż za Antoniego Nadolnego (walczył w partyzantce w okolicach Międzyrzeca – był rodowitym poznaniakiem). Był absolwentem Konserwatorium Muzycznego w Poznaniu klasy skrzypiec. Jego rodzice wybudowali dom w Mosinie koło Poznania, pod lasem, w pobliżu jezior Budzyńskiego i Góreckiego (teren Wielkopolskiego Parku Narodowego). Było to wymarzone miejsce wypoczynku dla całej licznej rodziny. W sezonie letnim Gabriela potrafiła przyjąć jednorazowo około 50 osób z noclegiem i wyżywieniem (każdy poczuwał się do partycypacji w kosztach zjadanych posiłków). Ale powietrze, las, cudowna atmosfera domu – były z darmo.
Antoni Nadolny zmarł w Trzech Króli – 6 stycznia 1986 roku.
Z tego związku jest jedyny syn Antoś. To bardzo zdolny człowiek, a po przebytej chorobie w dzieciństwie pozostał głuchoniemy. Mimo to zdobył średnie wykształcenie techniczne i był bardzo dobrym kreślarzem w Biurze Budownictwa Przemysłowego w Poznaniu. Jako głuchoniemy koncentrował się maksymalnie nad deską kreślarską, bo żadne bodźce z zewnątrz do niego nie docierały. Antoś ożenił się z Anią – dziewczyną także głuchoniemą. Mieszkają w domu rodziców w Mosinie koło Poznania. Mają dwóch synów Rafała i Artura. Chłopcy, mało że słyszą, ale są bardzo utalentowani. Rafał - absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu - aktualnie wraz z rodziną mieszka i pracuje w Warszawie. Artur – ojciec trzech córek – mieszka także w Mosinie, lecz nie w rodzinnym domu, tylko oddzielnie. Antoś bardzo dba o dom i jego zaplecze. Sprowadza rzadkie okazy krzewów i drzew; dom tonie w egzotycznej zieleni. Ogromny esteta.
Kolejnym synem wujostwa Matuszewskich był Tadeusz urodzony w 1918 roku. Jako 23 letni student Politechniki Warszawskiej w dniu 25.I.1941 roku zostaje aresztowany za działalność konspiracyjną. 6 czerwca 1941 zostaje przewieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, transportem z Lublina. Jego numer obozowy 14715. W dniu 31.VII.1941 ginie śmiercią głodową, na którą dobrowolnie się skazał. Rodzinni bohaterowie.
Los Tadeusz podzieliła siostra młodsza o trzy lata – Irena. Niezwykle urodziwa dziewczyna, ogromnie lubiana, mówiono o niej w rodzinie „żywe srebro”. Irka miała narzeczonego, który został aresztowany pierwszy. W niedługim czasie los ten podziela Irena. Do obozu Oświęcim – Brzezinka zostaje przewieziona 6.X.1942 roku. Ma zaledwie 21 lat. Jej numer obozowy 22186. W dniu 20.XI.1942 ginie – rzekomo na tyfus – w obozie koncentracyjnym. Zdjęcia obozowe uzyskałam z Państwowego Muzeum w Oświęcimiu – Pracownia Fotograficzna.
W 1950 roku sprowadzono prochy z obozów jenieckich rozsianych po całej Polsce.
Na cmentarzu w Międzyrzecu powstała zbiorowa mogiła ofiar faszyzmu, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Społeczeństwo miasta zafundowało wspaniały pomnik, na którym wyryte są wszystkie nazwiska zamordowanych, w tym Tadeusza i Ireny Matuszewskich. Fakt ten niewątpliwie przyspieszył śmierć cioci Stefanii. Ze stratą dwojga dzieci nie pogodziła się nigdy. Wszystkie dzieci były udane i niepowtarzalne, ale bezduszna śmierć ścięła te piękne, zaledwie kwitnące rośliny jak pierwszy listopadowy mróz. Irka i Tadzik to wartościowi, świetnie zapowiadający się ludzie, a jacy urodziwi. Cała czwórka dzieci wujostwa była niepośledniej urody. Heniusia Birula–Białynicka była kobietą o subtelnych, pięknych rysach i naturalnych falujących się włosach. Była małomówna, miała skłonności do kontemplacji. Kiedy jako młoda dziewczyna została wysłana do sąsiadów, wychodząc powiedziała, dobranoc. Kiedy po pół godzinie zaszła potrzeba ponownego tam pójścia, Heniusia stanowczo odmówiła, stwierdzając rzeczowo, że nie może, bo powiedziała już dobranoc. Była bardzo oszczędna w słowach, ale jak już mówiła to rzeczowo, pięknie. Była niezwykle oczytana. Lubiła swego szwagra, skrzypka A. Nadolnego i kiedy gościła w Ich domu mówiła: „bardzo lubię pomilczeć z Antonim” Mosina dla wszystkich w rodzinie była ważna i niepowtarzalna, ale kiedy śp. Gabriela zmarła (październik 1992 roku) Heniusia stwierdziła: „Mosina – raj utracony”.
Heniusia w 1949 roku wyszła za mąż za Ottona Birulę-Białynickiego, który młodość spędził w obozach niemieckich: Auschwitz, Mathausen, i Gusen. Otton miał wyższe wykształcenie rolnicze. Zmarł 30 stycznia 1996 roku przeżywszy 74 lata. Zażyczył sobie by jego zwłoki zostały skremowane i spoczęły na cmentarzu w Komorowie koło Warszawy.
30 grudnia 2014 roku obok męża spoczęła Heniusia, tyle tylko, że kiedy odeszła miała 90 lat. Żegnała ja rodzina, syn Stanisław (architekt) i Magda Białynicka-Kwiatkowska córka. Aktualnie Magda mieszka w Bolesławcu, u której ostatnie lata życia spędziła Heniusia.
Ostatnia córka Marynia z Olesiuków – Dyszlonkowa, lata wojny spędziła na Syberii i po powrocie do kraju, nie mając własnych dzieci, wychowała syna siostry Anny Wieczffińskiej–Tabakowej, Ziutka Wieczffińskiego. (Anna i moja babcia Waleria pojęły za mężów dwóch braci Wieczffińskich).
Ziutek zaszedł chyba najdalej z całej rodziny w karierze naukowej. Nekrolog o jego śmierci głosi: „12 maja 1978 roku zmarł prof. dr inż. Kazimierz Wieczffiński długoletni pracownik naukowy Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie.” Pozostawił w dorobku wiele podręczników z zakresu chemii nieorganicznej. Po jego śmierci żona Krystyna z Ordęgów z synem Maciejem wyjechali do Paryża. Tam ponownie wyszła za mąż za rodowitego Francuza.
Ziutek żegnał moją siostrę Krystynę w dniu jej pogrzebu w lipcu 1960 roku. Było to wzruszające, niezapomniane wystąpienie. Ziutek był to bardzo przystojny, wykształcony, mądry człowiek.
Trzech moich wujków było oficerami. Puławski, Dyszlonek i Werszko zginęli w Katyniu, zostawiając młode żony i dzieci.
Jakimi krętymi drogami prowadzą ścieżki życia. Każdy z nas ma inną, jedni świetlaną, inni usłaną cierniami, ale każde życie ma głęboki sens. Jestem o tym przekonana do końca.

 

GALERIA

 

Antoni Nadolny m

Antoni Nadolny

 

Heniusia m

Heniusia

 

Irena i Tadeusz m

Irena i Tadeusz

 

Irena Matuszewska m

Irena Matuszewska

 

Tadeusz Matuszewski m

Tadeusz Matuszewski

 


Zofia Mogilnicka

 

Komentarze   

 
0 # Marzena 2016-08-21 18:45
Anna Wieczffińska-Ta bakowa to moja babcia, matka mojego ojca Bogdana Tabako ( zmarłego we Wrocławiu w 2007 ). Moi Dziadkowie Mikołaj i Anna Tabakowie a także Ciocia Marynia Dyszlonek mieszkali we od 1945. Tam odbywały się spotkania rodzinne ich dzieci i wnuków. Pamiętam z dzieciństwa historie opisane w tej kronice. Chciałabym uzupełnić swoją wiedzę. Jeżeli to możliwe, proszę o kontakt. Dziękuję za tą historię. Zwyrazami sympatii Marzena Klenk. E-mail:
 

Nie masz uprawnień do komentowania