środa, 25 listopada 2020

lunar ada sokol 2Nie możesz usiąść sobie przy 3D i spontanicznie zacząć pracować. Trzeba mieć modele, schemat działania, bo inaczej technicznie to nie zadziała – mówi Ada Sokół, artystka 3D i projektantka.

 

Ada Sokół, "Luna(r)", 2020, fot. dzięki uprzejmości artystki

 

Stworzyła wiele kampanii dla czołowych luksusowych marek (pracowała m.in. dla takich firm jak KENZO, Louis Vuitton, RIMOWA, Audi czy Alexander Wang), ale w komercyjnej działalności stara się przemycać wątki związane z ekologiczną świadomością. Jej prace prezentowane były w Pekinie, Nowym Jorku i Los Angeles, a także w Paryżu czy Londynie. Jest również autorką tekstów i wykładów z zakresu designu i marketingu. W swojej twórczości stara się łączyć technologiczną precyzję z pięknem natury.

 

W jaki sposób technologia, którą się posługujesz, ma szansę korzystnie wpłynąć na stan środowiska?

To problematyczna kwestia z perspektywy moralnej, bo pracuję zwykle dla dużych marek. Żeby się utrzymać, muszę działać komercyjnie, ale zawsze staram się jednak odrzucać propozycje firm, których działalność jest dla mnie etycznie wątpliwa. Z 3D jest tak, że jeśli ktoś ma odpowiednie umiejętności, to może zwizualizować cokolwiek zechce w bardzo fotorealistyczny sposób. Po pierwsze, na sesje zdjęciowe wysyła się zazwyczaj produkty, które są potem od razu wyrzucane, zupełnie się ich nie użytkuje. 3D pozwala produkt po prostu precyzyjnie zwizualizować. Po drugie, dotychczas przy produkcji różnych dóbr zawsze najpierw powstawał materialny produkt, potem się go fotografowało w celach reklamowych. W 3D jestem w stanie precyzyjnie zwizualizować coś, co jeszcze w ogóle nie istnieje, a jest wyłącznie w fazie projektu albo czyjejś imaginacji. Proces produkcji i sprzedaży zaczyna się więc później, co też ogranicza tworzenie odpadów. Uważam, że na każdym etapie związanym z powstawaniem produktu i wprowadzaniem go na rynek powinniśmy obcinać zbędną produkcję śmieci. Wszystko, od wizualizacji, przez produkcję po promocję i marketing, musi być dzisiaj bardzo dobrze przemyślane, bo inaczej nie wykaraskamy się z globalnych problemów związanych z odpadami.

 

2 2

Ada Sokół, fot. Maria Janczak, dzięki uprzejmości artystki

 

W swoim wykładzie o czułości i wrażliwości w kontekście projektowania, który wygłosiłaś w Goa, mówiłaś m.in. o odpowiedzialności wielkich koncernów za dobrostan Ziemi. Nie uważasz, że takie praktyki to część greenwashingu? Tu cały czas chodzi przecież o potężną, nieustanną nadprodukcję.

Jest kilka firm, które się starają i są etyczne. Nike jest ogromną korporacją, ale próbuje. Mam duży problem z Ikeą, bo oni mocno promują się na swoim proekologicznym wizerunku, a do każdego kubka dołączają wielką papierową instrukcję w każdym możliwym języku, oczywiście zapakowaną w folię. Kiedy zaczęła się kwarantanna, dostałam propozycję od wielkiego koncernu kosmetycznego, który postanowił zacząć się promować jako rzekomo ekologiczna marka. Chcieli, żebym zanimowała wieloryba na tle nieba. Musiałam odmówić. To byłoby dla mnie skrajnie nieetyczne, bo za nimi stoją jeszcze większe koncerny odpowiedzialne za masową produkcję szkodliwych chemikaliów. Ale jestem świadoma, że odmawianie zleceń w czasach pandemii jest poniekąd przywilejem i nie każdy może sobie na to pozwolić.

 

Nie masz poczucia, że to mówienie o spowolnieniu to trochę myślenie życzeniowe? Kapitalizm jest na tyle rozpędzony, że nawet pandemia nie zatrzyma go na dłużej, a system jest w stanie wręcz utowarowić nawet doświadczenie lockdownu.

Masz rację. Miałam małą nadzieję, że dobra luksusowe przestaną mieć aż tak duże znaczenie i myślę, że dla wielu – zwłaszcza młodych i świadomych osób – rzeczywiście przestały. Problem polega na tym, że np. w Chinach popyt na te dobra jest wciąż wysoki. Podobno w samym środku pandemii w pewnym domu towarowym w Warszawie przyjmowano klientki w podziemnym parkingu i wystawiano im tam produkty.

Czasem w komunikacji z klientem wszystko jest jasno powiedziane, np. "to jest marka luksusowa i ona zajmuje się taką i taką działalnością", ale nikt nie próbuje prać ci mózgu. Najgorsze dla mnie jest, kiedy koncern, o którym wiadomo, że stosuje złe praktyki pod względem etycznym i ekologicznym, próbuje stworzyć iluzję na własny temat. Ten rok wydaje mi się dobry, bo mam poczucie, że w związku z pandemią ludzie zostali zmuszeni, by trochę spowolnić i zastanowić się nad każdym wyborem. Dostrzegłam to w moim życiu profesjonalnym – w końcu widzi się ludzi w ludziach. Wszystko jest dużo bardziej delikatne, trochę przystopował ten komercyjno-konsumencki pęd.

 

gokotta 4 ada sokol

Ada Sokół, "Gokotta", 2019, fot. dzięki uprzejmości artystki

 

Można powiedzieć, że jesteś "ekologiczną przemytniczką" w dziedzinie marek luksusowych. W animacji 3D dla słynnej firmy RIMOWA głównym bohaterem są nie firmowe walizki, ale zagrożone wyginięciem aksolotle. Jak oceniasz realny wpływ takiego marketingowego aktywizmu w kontekście luksusowych marek?

Rzeczywiście, to był wyraz mojego buntu i chęć przemycenia czegoś dobrego w kampanii luksusowej marki. Muszę też przyznać, że nie uważam, by wszystkie tego typu firmy były do cna złe. Jeśli kupuje się jedną drogą rzecz, którą ma się dziesięć czy nawet dwadzieścia lat i nie wydaje się w tym czasie pieniędzy na pięć torebek z sieciówki, to jest to moim zdaniem bardziej opłacalna i ekologiczna konsumpcja. A jeśli chodzi o to "ekologiczne przemytnictwo", to obserwuję, że młodzi projektanci bardzo dbają o tę etyczną stronę pracy, łącząc marketing z formami aktywizmu.

 

Jak zdefiniowałabyś relację między technologią i naturą w swojej pracy? Uważasz, że dziś, w rzeczywistości, której podstawą są sieci różnorakich połączeń, ten podział na to, co "naturalne" i "sztuczne", jest jeszcze zasadny?

W mojej pracy procesu naturalnego nie ma w zasadzie w ogóle. W życiu prywatnym uwielbiam kontakt z przyrodą, staram się mieć chociaż jeden dzień w tygodniu, kiedy wyłączam zupełnie telefon i jadę w góry lub do lasu. Bardzo tego potrzebuję. W tym roku miałam plan, żeby wyprodukować więcej obiektów, czegoś namacalnego i bardziej naturalnego, a nie cyfrowego. Ale na drodze stanęły kwestie związane z etycznym wytwarzaniem. Ostatni mój niekomercyjny projekt to "Luna(r)" – ćma, która miała pojawić się także na jedwabnych apaszkach. Chciałam, żeby produkcja była lokalna, znalazłam tradycyjną firmę w Milanówku. Uznałam, że część dochodu ze sprzedaży apaszek przeznaczę na organizację działającą na rzecz motyli i ciem. Niestety okazało się, że jedwab uzyskuje się poprzez gotowanie jedwabników w kokonach, żywcem. Coś strasznego. Teraz szukam materiałów imitujących jedwab, np. tworzonych z bambusa.

 

W swoich pracach zestawiasz fotorealistycznie zaprojektowane owady czy płazy z precyzyjnymi modelami produktów. Skąd twoje zainteresowanie tymi stworzeniami?

Pod względem wizualności zawsze wygrywała u mnie natura. Uważam, że człowiek nie jest w stanie jej przebić swoją twórczością. Od wielu lat jestem weganką i podkreślanie piękna przyrody jest dla mnie ważne. Moja autorska działalność to jedno – ale jeśli w pracy komercyjnej uda mi się przemycić zagrożonego wyginięciem aksolotla, to genialnie. Staram się cały czas sporo czytać o naturze i dla mnie to najbardziej fascynujący twór. Zwierzęta są według mnie o wiele bardziej skomplikowane niż jakiekolwiek stworzone przez człowieka maszyny. Ponieważ przeważnie otaczam się technologią, staram się zachować balans, "łamiąc" wizualnie ten technologiczny wymiar, wprowadzając elementy, które będą wyglądać bardzo naturalnie, a nie syntetycznie. Cały czas znajduję rośliny i owady, z których wizerunkiem chciałabym wizualnie i koncepcyjnie pracować.

 

lunar ada sokol

Ada Sokół, "Luna(r)", 2020, fot. dzięki uprzejmości artystki

 

Wspomniana przez ciebie ćma Luna to projekt o imponującej precyzji. Czy twoim zdaniem takie modele zwierząt i owadów mają pozaartystyczne walory? Pytam o to także w kontekście futurystycznych wizji ogrodów zoologicznych, wedle których za jakiś czas być może będziemy obcować tylko z trójwymiarowymi modelami zwierząt, kończąc z ich niewolą.

Bardzo dobre pytanie; przede wszystkim nie byłam świadoma, że istnieją takie wizje dotyczące zoo. To trochę inna kwestia, bo chodzi o rzeczy nieożywione, ale wiele muzeów udostępnia m.in. modele 3D skamielin, które każdy może sobie ściągnąć. Natomiast jeśli chodzi o moją pracę, to wydaje mi się, że 3D jest jeszcze na zbyt niskim poziomie, by w stu procentach oddać precyzję natury. Moje możliwości też są ograniczone – zwykle nad projektami 3D pracują wieloosobowe studia. Luna jest wizualnym kolażem kilku innych ciem, bo nie byłam w stanie stworzyć jednej, która odpowiadałaby mi wizualnie i byłaby odzwierciedleniem jednego gatunku. Modele wielu bardziej "tradycyjnych" zwierząt można dziś kupić, ale są ogromnie kosztowne. Na tę chwilę nie jestem w stanie doskonale odwzorowywać natury, ale mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła w tym zakresie wspierać organizacje dbające o dobrostan zwierząt.

 

Myślę, że wiele osób, patrząc na precyzję, hiperrealizm i subtelność twoich projektów, byłoby zainteresowanych po prostu tym, jak to się robi. Czy jesteś w stanie przybliżyć pokrótce taki proces?

Proces niestety jest przede wszystkim bardzo długi. 3D technicznie jest niezwykle czasochłonne. Zazwyczaj zaczyna się od tego, że pojawia się temat, który mnie autentycznie fascynuje. Tę ćmę próbowałam zrobić od czterech lat. Ale zarówno moje techniczne możliwości, jak i czas, jakim dysponowałam pomiędzy komercyjnymi projektami, nie pozwoliły mi na to. W końcu udało mi się znaleźć przestrzeń. Traktowałam ćmę po pierwsze jako spore osobiste wyzwanie, bo technicznie jest to bardzo trudne, symulacja futra to w kontekście 3D rzecz naprawdę skomplikowana. Po drugie – ćmy wizualnie są po prostu genialne. Po trzecie – konceptualnie to również fascynująca, cudowna sprawa. Kiedy więc coś mnie mocno zainteresuje, zaczynam zbierać wizualne referencje i wybieram części, które następnie scalam w jeden obraz. Np. Luna stoi na elementach pochodzących z "wnętrza" komputera, ale nie są to pierwsze lepsze części komputerowe, a precyzyjnie przeze mnie wybrane. Zazwyczaj przygotowuję też system kolorów, bo staram się, żeby moje prace miały dobrze przemyślane barwy. Potem rozpisuję technicznie, co trzeba zrobić. Przy ćmie na początku działałam na modelu ważki, następnie nakładałam na niego stworzone przeze mnie tekstury. Potem zaczęłam pracę nad futrem, światłem, tłem i dopasowaniem kolorów. Potem trzeba to wyrenderować. Jeśli chodzi o obrazki, to przy moim sprzęcie to dosyć szybki proces, gorzej z animacjami, dlatego zazwyczaj wysyłam je na farmę renderową. Coś, co u mnie renderowałoby się pięć dni – i jednocześnie wyłączałoby mój sprzęt z użytku, czyli nie mogłabym w tym czasie pracować – na płatnej farmie renderuje się przez godzinę. Ściąga się wtedy obrazki (np. dziesięć sekund animacji to dwieście pięćdziesiąt obrazków), składa się to w całość, edytuje się i dopiero otrzymuje się gotową animację. Jak widać, proces jest naprawdę żmudny, więc trzeba być i cierpliwym (mimo kilku lat pracy przy 3D, to wciąż jest mój słaby punkt, szczerze mówiąc), i zafascynowanym. Jeśli nie chce się robić w 3D abstrakcji, trzeba mieć bardzo konkretne plany. Nie możesz usiąść sobie przy 3D i spontanicznie zacząć pracować. Trzeba mieć modele, schemat działania, bo inaczej technicznie to nie zadziała.

 

arizona 0

Ada Sokół, "Arizona", fot. dzięki uprzejmości artystki

 

Czyli to dosyć architektoniczna praca.

Zdecydowanie. Na samym początku robiłam wszystko sama, teraz mam to szczęście, że mogę zatrudniać ludzi, którzy tworzą dla mnie modele. Przy pracach komercyjnych, z którymi wiążą się konkretne terminy, to bardzo pomocne. Zespołowa praca bardzo przyspiesza cały proces.

 

Opowiesz o swoim miejscu pracy? Masz pracownię czy domowe biuro? Masz jakieś rytuały związane z organizacją pracy?

Mogę ci pokazać [Ada Sokół wirtualnie "oprowadza" mnie po swojej pracowni]. Mam laptopa i dwa komputery do 3D, które nie są podłączone do internetu. Jest ogromny ekran. Mam trzy różne siedziska: krzesło, które jest dobre na kręgosłup; rower, na który siadam, kiedy mam za dużo energii; mam też klękosiad. Moja praca polega na tym, że niestety sporo siedzę, więc, żeby to przetrwać, muszę poza nią uprawiać dużo sportu. Zwykle wytrzymuję około siedmiu-ośmiu godzin w studiu, a potem potrzebuję się jak najwięcej ruszać. Z czysto człowieczego punktu widzenia muszę przyznać, że ciężko jest zasnąć po ośmiu godzinach przy komputerze. Ciągle mam z tym problem, wydaje mi się, że już próbowałam wszystkiego. Jeśli chodzi o rytuały, to dla mnie ważną rzeczą jest też codzienny kontakt z ludźmi, bo pracuję sama. Nie umiem spędzić w samotności całego dnia. Uważam, że psychicznie to bardzo niezdrowe. Mam też taką zasadę, że w ciągu tygodnia odinstalowuję wszystkie aplikacje mediów społecznościowych w telefonie. Kontaktuję się tylko z najbliższymi przez Signala, a z klientami i z agencją, która mnie reprezentuje komercyjne od kilku tygodni, MA+Creative, przez maila. Raz na jakiś czas muszę zobaczyć coś w social mediach, ale robię to w przeglądarce. W weekendy czasem pozwalam sobie otworzyć jakąś aplikację w telefonie, ale uważam to za ogromną stratę czasu i niepotrzebne zaburzenie skupienia. A skupienie u osób pracujących w domu jest bardzo ważne. No i oczywiście mam te momenty, kiedy jadę do lasu i odcinam się od wszystkiego. Lub po prostu idę tańczyć ze znajomymi, zabawa, w granicach rozsądku, też jest wciąż dla mnie bardzo ważną częścią życia. Balans jest kluczem do wszystkiego.

 

Na koniec trochę spekulacji o przyszłości. Jak myślisz, jaka będzie rola projektowania 3D w przyszłości? W jaki sposób ta technologia ewoluuje?

Plus 3D jest taki, że ta technologia bardzo dynamicznie się rozwija, coraz więcej osób chce to robić i te narzędzia stają się coraz szerzej dostępne. Zagrożeniem dla 3D jest natomiast uczenie maszynowe [dziedzina zajmująca się doskonaleniem zdolności poznawczych sztucznej inteligencji – przyp. red.] i wszystkie systemy kodowania. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że jesteśmy w stanie napisać kod, który stworzy nam obrazki. Nie musimy mieć modeli, renderowania itp. Na razie nie mogę narzekać, ale myślę, że za jakieś dziesięć lat każdy obraz będzie można zakodować i będzie to dużo szybszy proces. Ale jak dotąd 3D ma się bardzo dobrze. Jeśli ktoś ma precyzyjnie obrany kierunek – a ja staram się utrzymywać spójność wizualną moich prac, rozwijając tylko ich techniczne aspekty – to wydaje mi się, że kreatywność nie zostanie zastąpiona przez żadne maszyny. To nasz, jako ludzi, ogromny atut.

 

picture 7053866 1515761651Autorka: Marcelina Obarska

Absolwentka teatrologii UJ. W Culture.pl redaguje dział Teatr i Taniec. Uczestniczka projektów dramaturgicznych i performatywnych w Polsce i za granicą. Jest autorką kilku tekstów dla teatru.

 

LOGO culture pl

Nie masz uprawnień do komentowania