środa, 02 grudnia 2020

maria pronobis joga antycznaMyślimy, że o jodze wiemy już wszystko. Nie jest to tylko gimnastyka, ale system filozoficzny. Pochodzi ze Wschodu, ale ludzkość z całego świata ją praktykuje.

Jest wiele typów jogi, w zależności od nurtu, użytych akcesoriów lub żadnych pomocy technicznych. Jogę ćwiczą starsi, młodsi, kobiety ciężarne i dzieci. Jednak mało kto wie, czym jest joga antyczna, czyli „ancient yoga”! Zadajemy pytania Marii Pronobis, propagującej pradawną jogę, której nauczyła się od samego mistrza Swami Sadhu Sviharanam, pieszczotliwie nazywanego Papą.

 

Żaneta Geltz: Jesteś archeolożką, czy interesowało Cię źródło pochodzenia i czas, kiedy powstała joga?

Maria Pronobis: Szczerze mówiąc, gdy zaczynałam ćwiczyć jogę, parę lat temu, to przez długi czas się nad tym nie zastanawiałam. Myślę, że wówczas podchodziłam do tego tematu, jak większość osób. Skupiałam się na ćwiczeniach fizycznych, widziałam ich efekt i to mnie bardzo cieszyło. Obserwowałam swoje wyciszenie, którego wtedy bardzo potrzebowałam. Wówczas jeszcze to archeologia była na pierwszym miejscu w moim życiu i nigdy nie sądziłam, że zajmę się jogą „na poważnie”.

Głębsze zainteresowanie jogą i jej historią przyszło z czasem. Myślę, że faktycznie mógła mieć na to wpływ archeologia, jako nauka o człowieku i jego historii, a także moje usposobienie naukowca, czyli dążności do zgłębiania faktów. Gdy zainteresuje mnie bardziej jakiś temat, to wertuję całą literaturę, dokumentację, wywiady, filmy, itd. Początkowo moja wiedza na temat historii jogi ograniczyła się jednak do historii jogi zachodniej, czyli jak i kiedy joga stała się „towarem eksportowym” Indii, dzięki komu i w jakiej formie. Ale dopiero gdy pojechałam do Indii i zagłębiłam się w księgi podsuwane mi przez mojego nauczyciela, którego nazywamy „Papą”, pojęłam, że joga i jej początki niewiele różnią się od tego, co poznawałam podczas studiów na temat prahistorii człowieka w ramach archeologii. W księgach tych krok po kroku i dość szczegółowo zapisana była wiedza o pradawnych społecznościach ludzkich, o tym jak żyli, jak pojmowali świat, jaką dietę i styl życia prowadzili i czym się zajmowali – czyli wszystko to, co bada archeolog i stara się udowadniać podczas badań archeologicznych i studiów etnologicznych. Muszę przyznać, że to zderzenie było dla mnie dość wstrząsające.

W ogromnym skrócie – według tych pradawnych pism – człowiek w starożytnych czasach żył w zgodzie z naturą i w wyznaczanym przez nią rytmie. Miał zatem zdrową rutynę codzienną i dużo się ruszał, ponieważ musiał dużo pracować fizycznie, walcząc o byt. Z czasem następował rozwój, karczowanie lasów, ogień, wynalazki, maszyny i człowiek w tym wszystkim się pogubił – odszedł od natury, z którą jest połączony. Joga jest właśnie sposobem na to, żeby powrócić na tor natury i prawdziwego człowieczeństwa, w zdrowiu, szczęściu, miłości i spokoju.

 

Ż.G.: Co najpierw pojawiło się w Twoim życiu: archeologia, poszukiwanie faktów historycznych, czy joga?

M.P.: Jak już wspomniałam, najpierw pojawiła się archeologia. To fascynujące studia, które są prawdziwą przygodą, ale w pewnym momencie odkryłam, że nie jest to jednak moje powołanie. Nigdy niczego w życiu nie żałuję i uważam, że wszystko w życiu jest po coś – i to nie jest banał. Cieszę się bardzo, że odbyłam te studia. Że wiem jak jest „robić doktorat”, cieszę się, że wiem, jak ciężko jest pracować „w terenie” i myślę, że jeszcze bardzo wielu rzeczy pozanaukowych a przydatnych w życiu zawód ten mnie nauczył. Muszę przyznać, że pisanie doktoratu, sprawy uczelni, nomadyczny tryb życia, zmęczenie i ciągły brak czasu, wywoływały u mnie silny stres i poczucie ogromnego przytłoczenia już w bardzo młodym wieku – i wtedy właśnie odkryłam jogę!

Ćwiczyłam ją w zaciszu domu korzystając ze źródła zagranicznego, gdyż wtedy jeszcze nie było aż tak wiele polskich joginek udzielających się w internecie. Dzięki codziennej, nawet krótkiej praktyce, czułam się o wiele lepiej fizycznie i psychicznie, wyciszałam umysł. Joga była wtedy jeszcze dla mnie narzędziem do tego, żeby pracować wydajniej, a przynajmniej tak mi się wydawało.

Później wydarzyło się w moim życiu kilka trudnych sytuacji, m.in zmarł mój ojczym, moja mama była pogrążona w żałobie, a dla całej rodziny była to wielka próba i niełatwy czas. Namawiałam moją mamę, żeby razem ze mną chodziła na jogę do studia. Teraz, z perspektywy czasu, że stwierdzam, że była to dla nas całkiem niezła terapia. Z czasem zaczęłam mieć jednak coraz więcej wątpliwości, czy archeologia jest tym, co chcę robić, że nie daje mi to szczęścia w przeciwieństwie do jogi i holistycznego podejścia do życia, czy zdrowia. Dużo myślałam nad zmianą, ale sama sabotowałam swoje przemyślenia. Pewnie to mechanizm znany każdemu! Na szczęście poznałam mistrza Swami Sadhu Sviharanam!

 

Ż.G.: Czym jest joga antyczna? Czy jest ona polecana dla wszystkich?

M.P.: Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest joga. Joga to filozofia i sposób życia, który przejawia się pewnymi zasadami, według których żyjemy sami i z ludźmi. To także prawdziwie holistyczne podejście do życia i do zdrowia. To sposób patrzenia, mówienia, oddychania, ruchu (asany). Joga w świecie zachodnim została sprowadzona jedynie do tego aspektu fizycznego, czyli do ćwiczeń – asan, przy czym zgubiono aspekt respektu i szacunku do swojego ciała. Bardzo często ludzie na siłę zmuszają się do danej pozycji, forsują swoje ciało, dociskają a wtedy łatwo o kontuzję, czy frustrację, „bo się nie udaje” lub nie dzieje się to tak szybko, jakbyśmy chcieli.

Panuje swego rodzaju rywalizacja pomiędzy joginami, a mianowicie kto szybciej i więcej osiągnie ze swoim ciałem. To wszystko jest sprzeczne z zasadami jogi. Musimy pamiętać, że asany, w kontekście jogi antycznej, są tak naprawdę po to, by dłużej i wygodniej być w stanie „wysiedzieć” w medytacji. Zatem jest to środek, a nie cel sam w sobie.

Joga antyczna, czyli wywodząca się ze źródła, pielęgnująca prastare ćwiczenia oddechowe (pranayamy) i ćwiczenia fizyczne (asany), reprezentuje zgoła inne myślenie i podejście. Podczas praktyki wykonywane są delikatne ćwiczenia fizyczne, elementy jogi twarzy, automasażu, medytacji, mantry i mudry (aktywujące czakry w ciele, czyli punkty energetyczne), a wszystko to odbywa się w połączeniu z intensywnymi i różnymi ćwiczeniami oddechowymi (pranayamy), które dostarczają niezbędnego pokarmu do naszego organizmu, czyli tlenu! Bez jedzenia człowiek może żyć przez dłuższy czas, bez wody nieco krócej, ale nie możemy żyć bez powietrza!

W ferworze dnia codziennego zapominamy o oddychaniu, stresujemy się, mamy pozaciskane i pospinane ciało, więc tlen nie ma swobodnej drogi, by dotrzeć do każdego miejsca w ciele. Dzięki ćwiczeniom oddechowym dostarczamy tlen do każdej komórki naszego ciała, dotleniamy narządy wewnętrzne, dostarczamy sobie energii, nasz mózg lepiej pracuje, a my mamy więcej siły i chęci, by ćwiczyć, nasze zakresy także się powiększają. Z czasem efekty są zaskakujące. Wiele osób, które ćwiczą ze mną jogę są zaskoczeni, że przy tak prostych i niemęczących ćwiczeniach, z czasem można być naprawdę rozciągniętym, elastycznym i sprawnym (nie wspominając o wspaniałym nastroju). Warunkiem jest jednak regularność, jak we wszystkim!

Dodatkowo, przez fakt, że nie forsujemy swojego ciała i traktujemy je z szacunkiem, nie przekraczamy zakresów, nie wprowadzamy naszego organizmu w tryb stresu i wydzielania szkodliwego dla nas kortyzolu, bo nie walczymy ze sobą – nasze ciało odwdzięcza się cudownym samopoczuciem i kondycją.

 

Ż.G.: Ponieważ sama uprawiam kilka pozycji jogi codziennie od 2014 roku, to zdaję sobie sprawę z korzyści:

  • samodyscyplina wynikająca z troski o ciało, a nie z chęci „wyciskania” z siebie siódmych potów
  • motywacja do ciągłego doskonalenia, regularnej pracy
  • zjednoczenie ciała i umysłu, co przekłada się na koncentrację i zdolność osiągania spokoju ducha
  • wielokrotnie większa tolerancja wobec świata zewnętrznego
  • sprężyste, wydajne ciało, apetyt na zdrowsze posiłki dające energię

Co jeszcze możesz powiedzieć o korzyściach płynących z regularnego uprawiania jogi?

 

M.P.: Ancient Yoga działa jak antidotum na stres i na wszystkie złe myśli. Buduje pewność siebie, zarówno tę wewnętrzną, jak i zewnętrzną.

Dzięki Ancient Yoga to my zarządzamy swoimi zmysłami, kontrolujemy swoje ciało i umysł, pracujemy i docieramy do każdej komórki naszego organizmu, a one odwdzięczają się nam aktywnością, żywotnością i aktywacją procesów samonaprawczych. Poznajemy procesy zachodzące w ciele i zaprzyjaźniamy się z naszym organizmem. Chronimy swoje ciało i umysł przed złym wpływem z zewnątrz, ale także przed autodestrukcją. Mamy większą świadomość swojego ciała.

Tych korzyści jest bardzo wiele, wymienię te najważniejsze:

  • wewnętrzna równowaga i odporność na stres
  • piękna skóra, elastyczna i jędrna
  • odmłodzenie całego organizmu poprawa wzroku
  • unerwienie, ukrwienie i dotlenienie ciała
  • uzdrowienie i usprawnienie działania narządów wewnętrznych
  • sprawne, zdrowe ciało
  • poprawa potencjału mózgu (błyskotliwość i jasność myślenia)
  • poprawa pamięci
  • poprawa nastroju
  • relaks i redukcja stresupoprawa odporności
  • samoakceptacja i zadowolenie

 

Ż.G.: Dlaczego osoby o obniżonej odporności mogłyby zainteresować się zajęciami z jogi?

M.P.: Słaba odporność naszego ciała bardzo często wynika z silnego stresu, w którym żyjemy i utrzymujemy nasze ciało. Stres działa destrukcyjnie na pracę wielu układów i narządów w naszym ciele. Ciągłe infekcje to alarmy, które wysyła nasze ciało, a niestety większość ludzi je ignoruje. Przede wszystkim dzięki jodze antycznej osoba z obniżoną odpornością wreszcie „puszcza” – otwiera się i przestaje zaciskać i spinać swoje ciało. Dzięki temu, podczas ćwiczeń oddechowych, tlen ma możliwość dotrzeć i wreszcie natlenić miejsca, które tak długo miały ograniczony dostęp powietrza. Można śmiało powiedzieć, że nasze ciało na co dzień się dusi.

Wszystkie ćwiczenia fizyczne i oddechowe poprawiają, m.in. pracę serca, płuc, wątroby, mózgu, a także usprawniają perystaltykę jelit i podkręcają metabolizm, a nie od dziś wiemy, że nasze zdrowie zależy w zdecydowanej mierze od wydolności jelit. Słaba odporność jest także wynikiem zanieczyszczenia organizmu toksynami, które dzisiaj są wszędzie wokół nas i tym samym w nas samych! Podczas praktyki jogi oczyszczamy ciało także z toksyn, a w ich miejscu pojawia się życiodajny tlen.

 

Ż.G.: Jak doszło do Twojej podróży do Indii i co tam jeszcze dla siebie znalazłaś?

M.P.: Wierzę głęboko w to, że w życiu nie ma przypadków. Na mojej drodze pojawiły się ciekawe osoby w odpowiednim czasie. Moje priorytety zmieniały się i ja sama także. W pewnym momencie musiałam po prostu dogonić te zmiany.

Moja droga do jogi, poza własną chęcią i intuicją, to wpływ osób, o których muszę wspomnieć. Jest to Marta Gładuń, pod okiem której odbyłam też kilka detoksów, czyli głodówek leczniczych, które pomogły mi odnaleźć siebie i moją drogę. Marta Gładuń od wielu lat podróżuje regularnie do Indii, o czym wiedzą jej liczni zwolennicy i czasem dołączają do jej zimowych wypraw w poszukiwaniu siebie. Wiele opowiadała także o Papie, który był i jest nadal jej nauczycielem i o jego naukach. To dzięki niej zdecydował się na krótką wizytę w Polsce, co było niełatwym przedsięwzięciem. Miałam zaszczyt spędzić z nim tydzień w domu Marty w Szczebrzeszynie. Był to szczególny czas, gdyż właśnie wtedy zaczął się u mnie głęboki proces przemiany, który trwa do dziś.

Mistrz Swami Sadhu Sviharanam powiedział mi wówczas, że powinnam zostać nauczycielem jogi i przyjechać do niego na nauki do Indii. Pomyślałam, że to faktycznie moja droga!

Papa wrócił do Indii, ja wróciłam do Niemiec, gdzie wówczas pracowałam jako archeolog podczas różnych inwestycji budowlanych. Kilka miesięcy później kupiłam bilet do Indii i rozpoczęła się największa przygoda, które trwa do dziś i za którą każdego dnia jestem ogromnie wdzięczna! W Indach odnalazłam siebie, choć to nie był wcale łatwy wyjazd. Nauki i praktyki trwały całymi dniami, a czasem nawet pół nocy! W głowie i w ciele wydarzało się mnóstwo procesów, które często skutkowały skrajnymi emocjami, ale wszystko to jest częścią ścieżki jogicznej.

Jadąc do Indii, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie czeka i czym to się skończy. Okazało się, że mistrz stał się moim nauczycielem, którego darzę ogromnym zaufaniem i autorytetem, a jednocześnie jest jak dobry ojciec, który otacza miłością i przyjaźnią. Można powiedzieć, że jest ucieleśnieniem dobra. Z natury jestem sceptyczna, ale jego postawa i miejsce, w którym się znalazłam, bardzo szybko mnie przekonały, że to miejsce dla mnie, że stałam się częścią hinduskiej rodziny.

Oprócz zajęć, które obejmowały historię jogi, naukę oddechu, medytacji, asan, licznych wykładów o ciele wewnętrznym i zewnętrznym, anatomii, ajurwedzie, ziołolecznictwie i żywieniu – nauczyłam się tam spokoju i miłości do siebie. Nauczyłam się słuchać serca, nawet w tych, wydawałoby się trudnych sytuacjach, gdy wszyscy i wszystko Ci mówi inaczej. To zaufanie do siebie. W efekcie zostałam uhonorowana, jako pierwsza i jedyna, w tym miejscu (yogasalah), w którym mistrz mieszka i praktykuje, tytułem nauczyciela jogi. Co ma niezwykłe znaczenie, biorąc pod uwagę to, że jest on prawdziwym Sidhą.

 

Ż.G.: Niektóre osoby nie są skłonne uprawiać jogi, gdyż obawiają się konfliktu religijnego. Czy możesz przybliżyć meandry filozoficzne?

M.P.: Sama była taką osobą zanim udałam się do Indii. Teraz na te myśli trochę chce mi się śmiać z samej siebie. Rozumiem zatem doskonale te rozterki. Można rzeczywiście znaleźć wiele treści, które mówią o tym, iż joga jest niebezpieczna dla ducha. Możemy się z łatwością zapoznać ze świadectwami wielu osób, które opowiadają, że na własnym przykładzie doświadczyły zła płynącego z jogi, będącego zagrożeniem dla ich duchowości lub nawet, traktujące o opętaniach i egzorcyzmach. Wielu księży wypowiada się, że nie doświadczymy tych zagrożeń, jeśli joga skupia się tylko na aspekcie fizycznym.

Po pierwsze w świecie, w każdej szerokości geograficznej, w każdej kulturze i religii, możemy spotkać osoby, których powinniśmy unikać. Takie osoby faktycznie mogą stanowić dla nas zagrożenie, ale nie jesteśmy bezbronni. Najlepiej zatem słuchać własnej intuicji i „odwrócić się na pięcie” od osób, które, np. mają na nas zły wpływ, lub wprawiają w uzależnienie. Bądźmy asertywni i chrońmy siebie.

Po drugie, joga to nie jest religia! Joga to filozofia życia. Kojarzona jest z Indiami, które owszem kojarzone są z rytuałami, rozlicznymi religiami, hinduizmem etc. Myślę, że stąd biorą się błędne założenia i „strachy na lachy” – przed nieznanym! Szkoda, gdyż joga, oderwana właśnie od całej filozofii, to krótko mówiąc aerobik. Filozofia jogi opiera się na nauce, praktyce i doświadczeniu, joga jest areligijna, co nie oznacza tego, że jogin musi takim być.

Filozofia jogi mówi o tym, że powinniśmy kontrolować nasze zmysły, żeby nie tracić energii i nie poddawać się pożądaniom, które wytrącają nas ze ścieżki równowagi i zapewniam, że nie chodzi tutaj o ascezę, tylko o to, że to my decydujemy o tym, co nas skusi, a nie zapachy, smaki, czy widoki.

Kolejne zasady to trochę jakby przykazania, czyli jak powinniśmy patrzeć, mówić, jeść i zachowywać się wobec siebie i wobec innych, by prowadzić czyste, higieniczne i dobre życie, przepełnione miłością. Chodzi o to, by nie patrzeć na nikogo ze złością, zazdrością, z góry, nie mówić źle, nie słuchać złych rzeczy, nie objadać się, jeść tylko wtedy, kiedy jesteśmy głodni i dbać o jakość pożywienia – z tendencją do diety roślinnej czy wegetariańskiej, jak dbać o higienę i czyste ubranie, kultywować szacunek do siebie i do innych oraz do wszystkich żywych istot. Chodzi o proste, dobre życie i nie jest to nic nadzwyczajnego. Na szczęście coraz więcej się o tym mówi – tylko że my, w świecie zachodnim, nazywamy to: mindfulness, slow life, healthy rutines, selfcare.

Joga to połączenie ciała, umysłu i duchowości. Medytacja dba o nasz umysł, co zostało udowodnione naukowo. Podczas praktyki życia jogicznego poznajemy siebie coraz bardziej, budujemy dobrą relację z sobą i z otoczeniem. Mamy większy wpływ na swoje życie i na odwagę, by je zmieniać.

 

Ż.G.: Joga złagodzi ból i ukoi nerwy?

M.P.: O tak, zdecydowanie! Na szczęście już od jakiegoś czasu medytacja nie jest kojarzona z religią i czarami. Wiele świeckich osób używa jej na co dzień! Dla sceptyków, w wielu badaniach naukowych, nad mózgiem i nie tylko, zostało potwierdzone jej dobroczynne działanie, m.in. nad regeneracją mózgu, szarych komórek, poprawą pamięci i koncentracji, kreatywności, walką ze stresem, uspokojeniem, pomocna jest przy wychodzeniu z depresji i traum oraz w walce z uzależnieniami. Ponadto, podczas medytacji, poznajemy siebie, zatem jesteśmy w stanie użyć metod samouleczających.

Joga rozumiana jako zestaw zachowań i spójne jogiczne życie, pomaga w walce z gniewem i agresją do samego siebie (rozumianą także jako autoagresja w chorobach immunologicznych) i innych. Podczas ćwiczeń wydziela się endorfina, czyli hormon szczęścia, wzrasta samozadowolenie i pojawia się satysfakcja. Połączenie ćwiczeń oddechowych i fizycznych natlenia organizm, oczyszcza go z toksyn, stymuluje ciało do procesów samonaprawczych i odpręża. Joga w postaci asan złagodzi także bóle napięciowe, menstruacyjne, bóle głowy, pleców, stawów i mięśni.

 

Ż.G.: Gdzie Cię szukać?

M.P.: Powstała skromna strona ancient-yoga.pl i docelowo tutaj będą wszystkie informacje na temat zajęć i warsztatów, które planuję. Konto na Instagramie @pronobismaria to również sposób na kontakt ze mną.

 

 

Maria Pronobis
maria pronobisArcheolog z wykształcenia, naukowiec i doktorantka, od lat praktykuje jogę. Dzięki zaproszeniu prawdziwego Mistrza Yogi Siddhy Swami Sadhu Sviharanam mogła zgłębić u źródła prawdziwą wiedzę o jodze, medytacji, technikach autouzdrawiających, ziołolecznictwie i ajurwedzie. Dzięki dogłębnej nauce i praktyce w Indiach, Mistrzowie Yogi uhonorowali ją tytułem nauczyciela jogi. Codziennie praktykuje i doskonali się. Jest także prawdziwą entuzjastką zdrowego stylu życia, holistycznego podejścia do zdrowia i życia w zgodzie z naturą. Od wielu lat stosuje dietę roślinną – uwielbia jeść i gotować, odkrywając nowe smaki i przepisy. Kocha podróże, podczas których żywi się smakami i kolorami.

 

źródło: Hipoalergiczni

foto: mat. pras. Maria Pronobis

logo spm 120

Nie masz uprawnień do komentowania