poniedziałek, 29 listopada 2021

publicznosc w ppb fot jan morek forumPod egidą władzy i w salonach niezależnych, wyrastające z gruzów II wojny światowej kabarety na serio, artystyczne teatrzyki studenckie oraz krakowskie akademie śmiechu. O splątanych z historią i polityką dziejach polskiego kabaretu pisze w swojej nowej książce Izolda Kiec.

 

Zdjęcie: Piwnica pod Baranami, Kraków 1970 r. Piotr Skrzynecki dostarcza publiczności materiałów budowlanych do budowy lepszej przyszłości. Są to rozmaite rupiecie, jak stare deski, kawałki mebli, itd., fot. Jan Morek /Forum

 

Autorka "Historii kabaretu polskiego" zabiera czytelników najpierw na wzgórza Montmartre, to tam w 1881 r. w legendarnym Chat Noir - jak donosi Kornel Makuszyński - "pierroci nie z tego świata ciskają ze śmiechem pioruny na Paryż i Bastylię". Uchyla też drzwi do ulubionego baru monachijskich artystów początku XX wieku, w którym przy wódce i w oparach papierosowego dymu powstaje pierwszy w Europie kabaret polityczny Elf Scharfrichter (11 katów). W końcu zagląda do przedwojennych, tworzonych w czasach PRL i już współczesnych słynnych polskich piwnic i kawiarni: krakowskiej Jamy Michalikowej, stołecznego lokalu Pod Pikadorem, roztańczonych studenckich Hybryd i Stodoły. Wszędzie tam taniec i śpiew ponad cenzorskim okiem i uchem spotykał się z żartem i polityczną kpiną. To fascynujący przewodnik po najważniejszych teatrach i kabaretach od początku XX wieku aż do współczesności.

 

Na początku był Kraków

 

full zielonybalonik zaproszenie kabaret forum 770

Zaproszenie do Kabaretu "Zielony Balonik ", 1919, grafika, Zaklad Litografii A. Pruszyński, fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

 

A w nim Boy, Zielony Balonik i słynna Jama Michalikowa. To właśnie w słynnej Cukierni Lwowskiej znajdującej się tuż przy Bramie Floriańskiej chętnie przesiadywali niepokorni adepci krakowskiej ASP, którzy po długich negocjacjach z właścicielem Janem Apolinarym Michalikiem ponure wnęrza kawiarni ozdobili freskami i karykaturami, a potem po burzliwych, nocnych obradach powołali do życia pierwszy w Polsce kabaret literacki: Zielony Balonik, barwny i elitarny klub krakowskiej bohemy. Była jesień 1905 roku. Na kabaretowej scenie dominowały parodie malarskie i teatralne, autorstwa głównie Karola Frycza i przyszłego amanta polskiego teatru Juliusza Osterwy, piosenki wzorowane na francuskich chansones wykonywane przez gimnazjalistę Leona Schillera czy improwizacje Witolda Noskowskiego, redaktora i recenzenta teatralnego "Czasu". Do grona balonikowych osobowości wkrótce dołączył też zarażony kabaretowym bakcylem niedoszły medyk Tadeusz Boy-Żeleński. Tak wspominał to wydarzenie:

"Byłem wówczas prostym widzem i gościem Zielonego Balonika. Zanurzonym smętnie w bakteriologii i hematologii, przygotowując się do niedoszłej, na szczęście, habilitacji na wydziale lekarskim, nieświadom swojego uzdolnienia w zakresie piosenki, bawiłem się serdecznie, podziwiając talent Nosa, jego dowcip muzyczny, i odnajdując w tej zabawie echa paryskich wspomnień z Dzielnicy Łacińskiej i Montmartre. Przypadkowo wciągnąłem się w tę zabawę; przesłałem Balonikowi jakiś drobiazg, wreszcie z początkiem drugiego sezonu zdobyłem "ostrogi" parodią "Bodenhainu" Rydla i wszedłem w grono rzeczywistych członków kabaretu. Wówczas spotkał mnie zaszczyt: Nos zaproponował, abym do współki z nim napisał drugą "Szopkę"

W balonikowej wersji tradycyjna krakowska szopka dotykała najgorętszych lokalnych problemów, drwiła, kpiła, szydziła i przy okazji testowała swoich i tak już wyselekcjonowanych gości: gdy ktokolwiek okazał podczas występów grymas niezadowolenia, nigdy więcej nie miał więcej wstępu do Jamy. Tradycje kabaretu literackiego kontynuowane były w czasach PRL: najpierw krakowscy dziennikarze i publicyście przenieśli radiową szopkę na scenę dawnej siedziby Zielonego Balonika, a potem regularnie wybuchali śmiechem, wadząc się z polityczną rzeczywistością. Kabaret zamykano, choć i tak śmiali się wszyscy - przeciwnicy władzy jak i jej przedstawiciele. Możliwe tylko w Krakowie.

 

Kawiarnia poetów - Pod Pikadorem

 

jan lechon i inni fot nac

Jarosław Iwaszkiewicz (pierwszy z lewej), Antoni Słonimski, Jan Lechoń (drugi z lewej), Kazimierz Wierzyński (pierwszy z prawej), fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Nie tylko Kraków tętnił satyryczną szopką i złośliwą parodią. W listopadzie 1918 r. publiczność 11 muzy wkraczała w nową polityczną rzeczywistość z piosenką na ustach, w stołecznym Mirażu, Czarnym Kocie czy Sfinksie świętowano odzyskanie niepodległości rewiami i specjalnie przygotowanymi programami kabaretowymi. "Zielono nam w głowie"- pisał młody Kazimierz Wierzyński, który już wkrótce dołączył do bohemy Pikadora: Antoniego Słonimskiego, Juliana Tuwima, Jana Lechonia i Jarosława Iwaszkiewicza. Zygmunt Kisielewski pisał w "Robotniku":

"Publiczka warszawska słucha, dziwuje się, śmieje półgębkiem - często nie wiedząc, czy by się nie nalezało obrazić. Albowiem krytycy, poeci, malarze pikadorscy szargają świętości warszawskie bezlitośnie. Żaden Hertz czy Mordasiewicz i nikt z naszych starych milusińskich nie znajduje tu protekcji i osłony. Walą słowem, sonetem czy futurystyczną bombą w zapleśniałe móżdżki kulturalnej warszawki, która pije, dłubie w zębach, przysłuchuje się - i milczy."

Rozpoczynał się nowy rozdział w historii polskiego kabaretu

 

Kochana stara buda - Qui pro Quo

 

tuwim jarossy hemar 6985221

Julian Tuwim, Fryderyk Jarossy, Marian Hemar; fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Zdaniem autorki książki, wszystko, co działo sie w kabaretach stolicy, ba całej Polski, aż do wybuchu II wojny światowej, było echem tego, co działo się w Qui pro Quo, nowocześnie zarządzanej scenie kabaretowej, która wyznaczała trendy i rezonowała do krajowych teatrzyków i rewii. Tu, w wykładanych m.in. pustymi butelkami po szampanie podziemiach nieistniejącej już dziś Galerii Luxenburga przy ul. Senatorskiej 29, tworzyli najwybitniejsi artyści i autorzy z Julianem Tuwimem, Fryderykiem Jarosym, Adolfem Dymszą i Sefanią Grodzieńską na czele. Na scenie kabaretu zadebiutował Mieczysław Fogg, grała Hanka Ordonówna, Mira Zimińska, Tacjanna Wysocka.

Tomasz Mościcki w książce poświęconej kabaretowi pisze, że Qui pro Quo zawdzięczało swoją sławę znakomitej satyrze politycznej. Choć było teatrem lojalnym wobec polskich władz - jego artyści szczególną sympatią darzyli Marszałka Piłsudskiego - nie oznaczało to służalczości wobec władzy. Stąd częste ingerencje cenzury w programy teatrzyku, a także dwukrotnie podejmowane próby likwidacji scenki, dającej się we znaki ówczesnym możnowładcom.

W 1925r. część zespołu postanowiła założyć własny teatr: Perskie Oko , który w historii międzywojennego kabaretu zapisał się jako najważniejszy teatrzyk rewiowy stolicy.

 

Szeregowy Hemar: artyści w mundurach

 

Historię wojennych kabaretów zaspisali Ci artyści, którzy niemal na wszystkich frontach Europy dodawali otuchy śpiewem i przypominającą o lepszych czasach piosenką. Wśród nich zmobilizowani artyści ze Lwowa, którzy towarzyszyli żołnierzom 1 Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. Był też Marian Hemar, od wybuchu wojny w szeregach Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, który w polowych, wojennych warunkach przygotował dwie rewie, jedna z nich "Pamiętaj wnuku, że dziadek był w Tobruku" była żołnierskim hitem. Kabaretową działalność kontynuował na emigracji w Londynie. Feliks Konarski wyruszył z kolei wraz z wojskiem generała Władysława Andersa na Bliski Wschód. Po latach tak wspominał ostatnie przygotowania przed szturmem na Monte Cassino:

"Pomimo uciążliwych jazd i warunków, chętnie jeździłem do oddziałów, a może pragnąłem stłamsić w sobie te jakby wyrzuty sumienia, że oni za dzień za dwa pójdą z karabinami, a my aktorzy, jak błazny nieomal, jesteśmy tylko po to, był głupimi żartami osłodzić im tę gorzką świadomość, że idą na pojedynek ze śmiercią. Jeden z nic powiedział do mnie z uśmiechem, jakby wyczuwając moje myśli: Panie kolego, nie wszyscy muszą ginąć. Pan na przykład powinien zostać, żeby o tym napisać, bo pan to potrafi. Kto wie?...Może i jemy częściowo zawdzięczam Czerwone maki(...) "

W 1946r. na Wyspy Brytyjskie dociera aresztowany w okupowanej Warszawie i osadzony w hitlerowskim więzieniu Fryderyk Jarosy. Po oswobodzeniu z obozu jenieckiego szybko organizuje w Brukseli teatrzyk Cyrulik Warszawski. W tonącej w wojennych gruzach stolicy odbywają się pierwsze recitale, Mieczysław Fogg w cudem ocalałej kamienicy przy Marszałkowskiej otwiera swoją Cafe Fogg. Wkrótce jednak warszawscy artyści przenoszą się na chwilę do Łodzi, gdzie na sali Grand Hotelu powstaje satyryczno-rozrywkowy teatr Syrena dowodzony przez Jerzego Jurandota.

 

"W co się bawić?" Dudek rozkręca scenę

 

Jak pogodzić starych mistrzów szmoncesu z adeptami liryki politycznie i społecznie zaangażowanej?To zadanie na początku lat 60. wziął na swoje barki Edward Dziewoński Dudek. Jak pisze Izolda Kiec, Dudek wykorzystując swoje znajomości i autorytet miał wskrzesić dawną formę kabaretu literackiego, ale w całkiej współczesnym kostiumie. Dobre teksty i najlepsi wykonawcy - to jego przepis na kabaretowy sukces. Do współpracy zaprosił Jana Kobuszewskiego, Irenę Kwiatkowską, Barbarę Rylską, Wiesława Gołasa, Wiesława Michnikowskiego. Autorem tekstów był głównie Wojciech Młynarski, który w książce wspomina:

"(...) Moje przyjście do Dudka da się porównać z jednyn, z wejściem Alicji do Krainy Czarów, nawet gdybym wtedy do Dudka tylko przyszedł, zobaczył te legendy aktorstwa kabaretowego i wyszedł - byłbym i tak szczęśliwy. Ale Dudek , wtedy jeszcze pan Edward Dziewoński, powiedział, kiedy przeczytał mój tekst, który przyniosłem:

- To powinno mieć dobrą muzykę.

I zadzwonił do Jerzego Wasowskiego:

- Tu mamy bardzo zdolnego chłopaka, syna Magdy Młynarskiej. Napisz do tego muzykę.

Myślałem, że to żart (...)"

- To był ostatni prawdziwy kabaret , ostatni głos przedwojennej warszawy- czytamy w książce. Ostatni występ odbył się po 10 latach grania w 1975r.

 

Kabaret w odcinkach

 

zaczarowana hermenegilda

Irena Kwiatkowska jako Hermenegilda Kociubińska w przedstawieniu "Zaczarowana Hermenegilda" z 1975 r., Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Zanim Najmniejszy Teatrzyk Świata zadebiutował na prawdziwej scenie, absurdalny świat Hermenegildy Kociubińskiej, Zielonych Gęsi i Gżegżółki oburzał krytyków i czytelników prowadzonego przez Mariana Eilego "Przekroju" . Autora oskarżano o szarganie narodowych świętości i kosmiczny bełkot. Zielone Gęsi drukowane były jednak regularnie pomimo protestów. Aż w końcu do Krakowa z Warszawy przyfrunęła Irena Kwiatkowska i powracający z londyńskiej emigracji przedwojenny amant Tadeusz Olsza. Konstanty Ildefons Gałczyński pisał:

"Zielona Gęś, to teatr jest wspaniały

Zielona Gęś dziś dla Krakowa gra

Zielona Gęś najlepsze ma kawały

Zielona Gęś, Zielona Gęś, Zielona Gęś, ha!ha!"

Muzykę skomponował Jerzy Waldorff, a Krystyna Zelwerowicz wyreżyserowała pierwszy program kabaretu, który pod wpływem nacisków widzów zmienił nazwę na Siedem Kotów. Znak rozponawczy: wyjątkowa siła liryki Gałczyńskiego.

 

Starsi Panowie Dwaj

 

dd3773f9 65f5 4ec3 9c67 61439f9dab1f

Kadr z filmu "Upał" w reżyserii Kazimierza Kutza, 1964. Na zdjęciu: Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, fot. POLFILM / East News

 

Piękna literatura, przedwojenny wdzięk i takt – to znak rozpoznawczy Kabaretu Starszych Panów. Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, eleganccy konferansjerzy w czarnych żakietach, pierwszy raz zasiedli na telewizyjnych kanapach w październiku 1958 r. i zaśpiewali:

"I znaleźliśmy się w wieku, trudna rada, Że się człowiek przestał dobrze zapowiadać, Ale za to z drugiej strony cieszy się, Że się również przestał zapowiadać źle"

Przez osiem lat istnienia Kabaretu podczas telewizyjnych emisji pustoszały ulice polskich miast. Ich poetyckie teksty według prof. Jerzego Bralczyka były najapetyczniejszym językiem polskim, jaki można było usłyszeć po wojnie. Stanisław Barańczak uważał, że uroczy Starsi Panowie pomogli milionom ludzi wyjść prawie bez szwanku z kilku dziesięcioleci ciężkiego nonsensu, jakim była rzeczywistość PRL.

Gościem Panów A i B aż w 15 odcinkach telewizyjnego kabaretu był Wiesław Michnikowski, który zasłynął m.in. wykonaniem piosenki "Addio pomidory", w duetach i solowych popisach pojawiali się Irena Kwiatkowska i Wiesław Gołas, a także Barbara Krafftówna i Bohdan Łazuka, który po latach wspominał:

"Zaproszenie do Kabaretu było gromem z jasnego nieba. Z niczym nie da się tego porównać. Tak, jak naszego z Basią duetu. Krafftówna, jak już weszła w te swoje koloratury, to ja myślałem tylko o tym, żeby czegoś nie zepsuć. Nasza praca była wtedy nauką, szkoleniem własnego warsztatu i nabraniem doświadczenia na całe życie".

 

full starsi panowie forum 121 770

Kadr z filmu "Upał" w reżyserii Kazimierza Kutza, 1964. Na zdjęciu: Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, fot. archiwum Filmu / Forum

 

No i w końcu liryczna, melancholijna i uwodzicielska Kalina Jędrusik, "Jesienna Dziewczyna", "Ciepła Wdówka", "Dziewczyna z Chryzantemami, która w wieczorze "Kaloryferia" narodziła się w łazience Starszych Panów z …żeberek od kaloryfera. Zachwycony Przybora pisał:

"Liryczna Kalina, co dla niektórych było zaskoczeniem. Ta Jędrusik! A u was subtelna, zwiewna, liryczna. Została. Ten mat w głosie! Lekki, ale jeszcze nie chrypka…tak, mat, sex, mgiełka"

 

BIM –BOM: mruganie do gwiazd

 

cybulski zbigniew role filmowe 16 6201728

Kadr z filmu "Do widzenia, do jutra" w reżyserii Janusza Morgensterna, 1960. Na zdjęciu: Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska., fot. Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl

 

Legenda i mit pokolenia. Słynny studencki teatrzyk Wybrzeża, założony po to, by jak mówili jego twórcy – Zbyszek Cybulski, Bogumił Kobiela, Jacek Fedorowicz i Jerzy Afansajew, spełniać marzenia, reperując dusze i naoliwiać serca. W programie – wypowiadana bez słów plastyczna pochwała naiwności i młodości. Jerzy Afanasjew pisał:

"Zakochani w Cezannie, Matissie, Utrillo – swoje wymarzone obrazy, swój smutek i miłość – przenosili do teatru. Stąpali po scenie tak, jakby chcieli stąpać, gdyby ich świat obrazów ożył, gdyby popłynęła w nich krew, a oni by się na tym świecie znaleźli. Przemawiali często tak, jakby ich obrazy z nimi rozmawiały. Malarze natchnienie swoje czerpali nie ze świata sceny, a ze świata obrazów. Wracali w teatrze do malarstwa. Bliższy im był Chagall niż Brecht, Utrillo niż Piscator"

Ten Gdańsk lat 60. w filmowym kadrze zatrzymał Janusz Morgenstern w swoim wielkim kinowym debiucie "Do widzenia, do jutra" ze Zbigniewem Cybulskim, Romanem Polańskim i zjawiskową Teresą Tuszyńską w obsadzie.

Każdy z pięciu programów teatrzyku, od "Programu zerowego" do " Coś by trzeba" urastał do rangi wydarzenia. Występowali w całej Polsce oraz w Europie, m.in. na scenach Belgii, Francji, Austrii, NRD. Kobiela założył także krótko działający, eksperymentalny Teatr Rozmów, gdzie wystawiono m. in." Za zamkniętymi drzwiami "Sartre'a. Reżyserował także ze Zbigniewem Cybulskim w Teatrze Wybrzeże.

I jeszcze jedno wspomnienie: Jacka Fedorowicza w "Filmie":

"BIM-BOM trwał sześć lat. Od 1954 do 1960 roku. Kobiela był nim pochłonięty od pierwszej premiery, do ostatniego spektaklu - poświęcając mu swój talent, czas i siły.(...) Wnosił do naszego teatru lekkość i wdzięk, subtelność i poetycki żart, wspaniały zmysł obserwacyjny i ogromne wyczucie sceny.(...) Był zawsze autorem najcelniejszych sformułowań, błyskotliwych drobiazgów, które nadawały całości niepowtarzalny styl.(...) Był bardzo konsekwentny w przekazywaniu swojego spojrzenia na świat (...) Stale łamał utarte systemy myślenia, stale szukał czegoś nowego, nie chciał poddawać się konwencjom i unikał powtórzeń"

Razem z młodością skończył się też BIM-BOM. Tymczasem w zagraconych podziemiach Krakowa dojrzewała Piwnica pod Baranami…

 

"Jacy oni są wolni!" w Piwnicy pod Baranami

 

nawratowicz i skrzynecki ppb fot wojciech plewinski forum

Barbara Nawratowicz - aktorka, piosenkarka i Piotr Skrzynecki - konferansjer, historyk sztuki w Piwnicy pod Baranami, Kraków 1957 r., fot.Wojciech Plewiński / Forum

 

Jest październik 1956 r. Grupa studentów i młodych, bezrobotnych artystów odgruzowuje piwnicę w Pałacu pod Baranami i zamienia ją w klub z niewielką estradką, kilkoma stolikami i barem. Po blisko pięćdziesięciu latach istnienia Piwnica obrosła legendą jej ekscentrycznych wykonawców, zapisując się w historii jako najsłynniejsza scena kabaretowa w Polsce.

"Pomieszanie wszystkich możliwych gatunków, stylów i poetyk. Nic nie pasowało do niczego. Jedno gryzło się z drugim i z tego wszystkiego rodziła się cudowna wieloznaczność i harmonia. Ta odwaga nieprzestrzegania jakichkolwiek reguł, konwencji, zasad budziła nieopisaną zazdrość. Myślało się: jacy oni są wolni. Dziś powiedziałoby się – jacy oni mają luz" – wspomina kompozytor Stanisław Radwan.

 

STS, symbol październikowego przełomu

 

sts 3

Warszawa, 5 lecie STSu, przedstawienie Usmiechnieta Twarz Mlodziezy 1959 r. fot. Slawek Bieganski / FORUM

 

Przez 21 lat dali 55 premier i ponad 3 tysiące spektakli. Jak zauważa Janusz R. Kowalczyk, współautor książki "STS - tu wszystko się zaczęło", wyrastający na fali ogromnego fermentu, jaki pojawił się w sztuce wraz z ustępowaniem socrealizmu teatr powstał zamiast gazety. Tworzyli go studenci Uniwersytetu Warszawskiego

"Studencka scena szybko stała się znaczącym głosem młodej inteligencji, wyprowadzającej rodaków z beznadziei stalinizmu. STS był ich trybuną, dając szansę zamanifestowania własnego stanowiska wobec najbardziej niepokojących kwestii światopoglądowych, społecznych czy politycznych.(...) Udało im się stworzyć spontaniczną artystyczną wspólnotę, która razem pracowała, razem bawiła się i razem wypoczywała, a wszystko ze specyficznym poczuciem humoru i absurdu."

O poetyckich piosenkach dwudziestoletniej Agnieszki Osieckiej jej koledzy ze Studenckiego Teatru Satyryków, ideowcy i rewolucjoniści mówili "agusiowate", czyli odklejone od politycznej i społecznej rzeczywistości. Sama poetka mówiła o sobie: "polityczna gapa", nie lubiła polityki i inspirowanej nią satyry – zauważa Kiec. Jednak uwolniła się od niej dopiero w 1989 r. Jak wspominała po latach, STS był dla niej lekcją obywatelskiej postawy i lekcji pisania tak, jakby chciała " śmiesznie sfotografować zapłakane oczy, przypudrować podstarzałą metrykę, ulżyć w rozpaczy poprzez błazeństwo".

Piosenka "Okularnicy" Osieckiej do muzyki Abramowa stała się hymnem kolejnych generacji.

źródła: Tekst na podstawie książki "Historia polskiego kabaretu" autorstwa Izoldy Kiec, oprac. AL

 

picture 7049988 1385407583Autor: Anna Legierska

 

 

LOGO culture pl

muzy na pasku male