wtorek, 19 stycznia 2021

morze nuda fale forumW stanie nudy "nic się nie dzieje". Ale co to naprawdę znaczy? Przecież świat płynie swoim rytmem, prawa przyrody nie zapomniały o swoich powinnościach, zmysły odbierają bodźce, myśli przechodzą przez głowę. A jednak...

 

 

Sopocka plaża, koniec sezonu turystycznego, fot. Łukasz Głowala / Forum

 

Upalny letni dzień. Z domu wychodzi pies, robi kilka kroków patrząc w ziemię, potem bezwładnie opada na piasek. Ani śpi, ani czuwa, od czasu do czasu kłapie zębami na przelatującą muchę. Czy jest znudzony? Czy zwierzęta w ogóle mogą się nudzić? Znawca psich smutków Jan Grabowski uważał, że tak. W jego książce "Puc, Bursztyn i goście" młodszy piesek Bursztyn usiłuje pobudzić apatycznego Puca do jakiejś interesującej czynności, czym irytuje starszego towarzysza. Ten bowiem ucieleśnia największy paradoks nudy. Wyrwać z niej może tylko czyn, ale ten właśnie jest niemożliwy, ponieważ stan nudy polega właśnie na poczuciu, że "nie ma co robić".

W stanie nudy "nic się nie dzieje". Ale co to naprawdę znaczy? Przecież świat płynie swoim rytmem, prawa przyrody nie zapomniały o swoich powinnościach, zmysły odbierają bodźce, myśli przechodzą przez głowę. A jednak z tego strumienia zdarzeń i zmieniających się energii nie można wydobyć "własnego czynu", nie można zawłaszczyć fragmentu tego świata, wyznaczyć w nim własnego celu, wytworzyć aktu woli. Coś w nas się stara, niewidoczny zarodek czynu kiełkuje i już już ma przebić się przez powierzchnię marazmu, ale zapada się na powrót. Ale w końcu hałaśliwy Bursztyn doskakuje do Puca i ten, nie wiedzieć, kiedy, podrywa się i obaj biegną na rynek do innych psów.

Zrobiło się zanim Puc pomyślał, energia życiowa zadziałała, omijając akt woli. Prztyczka w nos dostali filozofowie, którzy upierają się przy tym, że czyny biorą początek z deliberacji, intencji i chcenia. Rodzą się one czasem tak, jak u Makbeta, który chce "dziwne sprawy głowy oddać dłoni/ I w czyn je zamienić, nim myśl je dogoni" – Akt 3,4; tłum. M. Słomczyńskiego). W swojej dobrze obmyślonej bezmyślności Makbet chciał oszukać własne sumienie, usunąć moralny hamulec i zdobyć się na zbrodnię. Ale nie potrzebujemy powodów tak złowieszczych: każdy, kto znalazł się w stanie paraliżu działania stoi w podobnej sytuacji; nie może już ufać własnej głowie, musi poddać się własnej naturze i zadziałać spontanicznie, wierząc, że kiedy już czyn się dokona, umysł jakoś dołączy, dokona refleksji, usprawiedliwi to, co bezmyślne i znów wróci do ciągu czynności, z których każda poprzednia uzasadnia następną.

Nuda wprowadza nas w stan desperacji, ponieważ ujawnia, że bieg czasu w świecie do nas nie należy, jest w istocie całkiem obojętny wobec naszych zamysłów. Pomiędzy obserwacją świata i poczuciem bycia w świecie, otwiera się luka. Jeśli spojrzeć od strony faktów, należymy do świata, wiemy jak w nim działać, lecz nasze stany wewnętrzne znajdują się w stanie alienacji, jakby były wyspą opływaną wodami zdarzeń. Czas nie przynosi niczego, co mogłoby polepszyć czy pogorszyć naszą kondycję. Teoretycznie wiele dałoby się zrobić, lecz żadna z tych rzeczy "nie ma sensu", nie skomunikuje duszy z przepływającym czasem.

 

pies forum 23

Pies, fot. Franciszek Mazur/AG

 

Nad tą osobliwością zastanawiał się na początku XX wieku hiszpański filozof i pisarz Miguel de Unamuno. Prawdziwa dynamika ludzkiego życia polega według niego nie na działaniu tylko na stawaniu się bardziej osobą. Osoba nie jest przedmiotem naturalnym. Przypomina bardziej wewnętrzne zadanie, dynamikę życia, miejsce, gdzie odkładają się nasze zasługi i grzechy, jest ośrodkiem zaufania, wzniosłych uczyć, heroizmu, nośnikiem ideałów. Przede wszystkim jednak osoby należą do sieci wzajemnego uznawania jednych osób przez inne. Tę ostatnią, tajemniczą, a przecież fundamentalną dla życia społecznego własność opisał zmarły w 2018 roku niemiecki filozof Robert Spaemann w książce "Osoby". Wszystkie te składniki są nam w istocie doskonale znane – filozofowie nadają im tylko nazwy. Kiedy podajemy komuś dłoń, witamy się z osobą, kiedy potrącimy kogoś na ulicy, nie przepraszamy jego ciała. Niewidzialna osoba posiada swoje ciało i nieco dookolnej przestrzeni; jest autorką swoich czynów i posiada oczekiwania w stosunku do czynów innych ludzi. Ale czasem osoba wypada ze świata, nie znajduje wypełnienia w tym wszystkim, co jeszcze przed chwilą było jej domeną i twierdzą: ani w czynach, ani w ekspresji, ani w relacjach. Osoby ciągle muszą "stawać się sobą", a ponieważ mogą się urzeczywistnić tylko przez coś zewnętrznego, co ciągle przemija, dlatego trzeba te urzeczywistnienia powtarzać. Nie jest więc wcale dziwne, że czasem brak nam sił, albo nie znajdujemy zajęcia, które wypełniłoby nas poczuciem stawania się sobą, czy jak to wyraził Unamuno, stawania się bardziej osobą.

Pragnienie zawiązania sojuszu pomiędzy niewidzialną osobowością i biegiem czasu jest tak silna, że już sama możliwość, że sojusz ten może pęknąć napełnia człowieka osobliwym lękiem. Nabieramy podejrzenia, że coś zasadniczo złego towarzyszy samej egzystencji, niezależnie od tego jak mądrze postępujemy i myślimy. Ten lęk pochodzi z możliwej obojętności świata, z istnienia takiej rzeczywistości, która o żadnych osobach i ich słusznych roszczeniach nie słyszała. Jest to świat przyrody, w którym ludzka osobliwość i godność są niczym. Świat ten wypełniają sensowne dźwięki: szum fal, wybuchy wulkanów i krzyki zwierząt, lecz z punktu widzenia ludzkiej egzystencji jest on wielką ciszą. Ci, którzy intensywnie doświadczają nudy nie znajdują ukojenia w dźwiękach przyrody; plusk wody, ruch drzew na wietrze odmierzają tylko nieubłagane chwile, nie stanowiąc żadnego zaczepienia dla duszy. Nuda nie jest brakiem bodźców, wręcz przeciwnie wzmaga naszą zmysłowość. Na tym polega jej przewrotność: te same doznania zmysłowe, które trzymają nudę na dystans, a nawet każą wątpić w jej możliwość ("Jak to nudzisz się? Ja tam się nigdy nie nudzę!") stają się nagle jej pożywką. Już sam ten fakt stanowi mocny argument za tym, że źródła nudy tkwią głębiej, że jest ona możliwością egzystencji – obecną zawsze i wszędzie – a nie tylko przejściową niedogodnością.

 

jozef chelmonski indian summer google art project

Józef Chełmoński, "Babie lato", 1875, fot. Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Nuda leży w nas uśpiona, ale znamy płynące z jej strony niebezpieczeństwo. Ludzka inteligencja przez całe tysiąclecia wymyślała sposoby, by tego niepokojącego, paradoksalnego stanu nie dopuścić do głosu. Ale udaje się to tylko częściowo. Nuda ma mocny korzeń i trwa w utajeniu. Zagadka jej siły ma coś wspólnego z ludzkim stosunkiem do czasu. Refleksja stosunkowo łatwo uzmysławia nam, że czas nie jest identyczny z tym, co go wypełnia. Żyjemy w czasie, bez zmiennej czasowej nie opiszemy żadnego fragmentu rzeczywistości, prócz może czystej matematyki. A jednak czas jest tajemniczy i osobny. Ta świadomość nie dawała filozofom spokoju. Św. Augustyn, Henri Bergson, a w Polsce Roman Ingarden w jego sławnym eseju "Człowiek i czas"porwali się na karkołomne zadanie pojednania w myślach czasu i tego, co go wypełnia – opisania fundamentalnej dynamiki rzeczywistości. Każdy z nich przyznawał jednak w końcu, że nawet jeśli przez chwilę stanie nam przez oczyma ta wzniosła jedność czasu i życia, to wizja ta załamuje się nader łatwo. Wystarcza chwila refleksji, która stawia z jednej strony osobę, a z drugiej czysty czas. Co one mają wspólnego ze sobą? Prawie wszystko, co ważne w świecie osób: cnota, miłość, wierność, przyjaźń, szacunek są niechętne wobec czasu – czujemy, że czas im zagraża, zgodnie ze znanym okrzykiem Fausta w dramacie Goethego: Trwaj chwilo!

Dokonując tych refleksji uświadamiamy sobie istnienie podskórnego, nieprzyjaznego strumienia czasowego. Przypuszczamy, że gdzieś u podstaw rzeczywistości płynie czas obcy osobom, w swej istocie nieludzki. Nie płynie dla nas. Przynosi wprawdzie nowe stany rzeczy, lecz na skali sensu czy ważności, z punktu widzenie tego, co istotnie dobre dla człowieka, te nowe stany nie są ani trochę lepsze niż poprzednie. Można więc z niewielka tylko przesadą powiedzieć, że czas płynie ku nam pusty i jałowy. Taki pusty czas wydaje się stać w miejscu, nie jest już materią, z której tworzymy siebie. Według Miguela de Unamuno, jedną z największych trosk człowieka jest oszukanie tej pustki: "… istnieje nieuświadomiona nuda. Prawie wszyscy nudzimy się nie wiedząc o tym. Nuda jest źródłem życia, to znudzenie wynalazło gry i rozrywki, powieści i miłość."

Tak oto przeszliśmy od nudy powszedniej, którą odczuwamy jako dyskomfort, do nudy potencjalnej, niewidocznej, przezierającej przez powszednie istnienie. Nie doznajemy jej zmysłami, lecz odkrywamy jej istnienie refleksyjnym umysłem. Cytowany powyżej Unamuno, znalazł dla tej intuicji ważnego sojusznika, Sorena Kierkegaarda. Duński myśliciel, który zainspirował tak wielu, porównuje nudę do melancholii – przypisuje ją pewnemu stanowi egzystencji, który nazywa estetycznym. Żyjący estetycznie człowiek osiąga satysfakcję subiektywną, może nawet szczęście, lecz nie jest ono oparte na upodobaniu do świata; czerpie swe korzyści z tego, czym w istocie się gardzi. Im większa zachodzi dysproporcja pomiędzy subiektywną satysfakcją i umiłowaniem świata, tym większe prawdopodobieństwo, że sojusz ze światem się załamie, a poczucie rzeczywistości ustąpi przykremu poczuciu nicości, nieważności.

O nudzie pisze w niedawno wydanej książce "O gnuśności"filozof Marcin Zdrenka. Omawia między innymi powieść "Nuda" Alberto Moravii. Jest ona, jak to u Moravii, wiwisekcją burżuazyjnego społeczeństwa z jego konformizmem i hipokryzją. Pisarz pokazuje, że regulacja życia bez upodobania życia zaciera w końcu różnicę pomiędzy działaniem i biernością, ekscytacją i nudą, sensem i nonsensem. Wszystko, bez ostrzeżenia potrafi się zmienić w swoje przeciwieństwo. Można nagle odczuć śmiertelną nudę w samym środku ekscytujących wydarzeń. Przeskok ten polega na tym, że nagle zdajemy sobie sprawę, że działamy nie dla dobra, lecz tylko po to, by przysłonić nieprzyjemne doznanie jałowego czasu. Spekulatywne określenie "pusty czas" jest myślowym skrótem, swoistym pars pro toto, na określenie niechęci do świata, załamania się sojuszu pomiędzy światem i osobami.

Gdybyż tylko mieszczaństwo było wszystkiemu winne, gdybyż nuda cechowała tylko społeczeństwo oparte na hipokryzji i nadmiernej regulacji! Ale tak nie jest. Nuda jest zjawiskiem zbyt powszechnym, by przypisać je konkretnej klasie społecznej czy epoce. Niektórzy filozofowie, jak Martin Heidegger, podejrzewali, że problem nudy dotyczy samej faktyczności życia. Jesteśmy jacyś, nasze własności pojawiają się jako coś dokonanego, a nie jako życiowa dynamika otwarta na przyszłość. Dlatego nie mamy pojęcia, co miałoby znaczyć być bardziej sobą: bardziej mężczyzną, ojcem, bratem, a wreszcie bardziej osobą, co podkreślał cytowany wcześniej Unamuno. Inaczej mówiąc, nasze własności obciążone faktycznością, przeszłością i tożsamością "nie otwierają się na przyszłość".

Paradoksalnie, w tym właśnie miejscu można wygłosić pewną pochwałę nudy. Ona nie tylko niepokoi, irytuje i napełnia lękiem; daje też wyzwolenie od mechanicznego życia, od konwencji, tyranii obowiązku. Pochwałę taką wygłosił w mowie do studentów poeta Josif Brodski. Marcin Zdrenka tak streszcza tę wypowiedź:

 

Nie idzie o to, by absolwenci uniwersytetu wchodzący w dorosłe życie rzeczywiście oddawali się czystej nudzie, czy szerzej: melancholii, ale odwrotnie — by poprzez nudę, którą Brodski rozumie bardzo pojemnie, wyrwali się z beznadziejności codziennej krzątaniny, będącej także formą gnuśności, tyle, że bezmyślnej i znaleźli podstawę do jej przezwyciężenia. Nietrudno zauważyć, że afirmacja nudy sformułowana przed Josifa Brodskiego ma swój pierwowzór w analizach Martina Heideggera. Kiedy w tekście "Czym jest metafizyka" z 1929 roku Heidegger pyta o możliwość uchwycenia ‘całości’ bytu, wskazuje, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie jesteśmy zajęci ani rzeczami, ani sobą, a zdarza się to w stanach prawdziwego znudzenia: Owo głębokie znudzenie ciągnące się jak milcząca mgła w przepaściach naszej przytomności, pokrywa rzeczy i pokrywa ludzi, i wraz z nimi pokrywa nas samych - sprawiając, że wszystko staje się nam osobliwie obojętne. W znudzeniu tym ujawnia się całość bytu.

 

Jak dotąd starałem się pokazać, że refleksja popycha nas coraz bardziej w objęcia nudy, pokazując jej nieuchronność. Ale czy nie poniósł mnie zanadto filozoficzny zapał? Mowa tu przecież o przygodnych stanach, które przychodzą i odchodzą, i z którymi jakoś sobie radzimy. Daleko stąd do uroczystych diagnoz, że rzeczywistość sama, całość bytu przejawia w stosunku do człowieka dziwną, nieprzyjazna obcość, że nuda tkwi ni mniej ni więcej tylko w strukturze bytu. Podstawowym argumentem przeciwko filozoficznej wykładni nudy jest to, że jesteśmy istotami pragnącymi. Nuda może zablokować zdolność działania, lecz nie wygasza pragnień. One przekształcają się, trwają w utajeniu i znów rozkwitają. Jeśli ustępują, to innym pragnieniom. Jeśli refleksja nie jest w stanie pokazać sensu przyszłości, to przecież skutecznie czynią to same pragnienia. Leżą one na antypodach nudy: domagają się przyszłości, otwierają się na wszystkie korzystne scenariusze. Kiedy piszę te słowa podchodzi do mnie pięcioletnia wnuczka i oznajmia "Nudzę się!". Nie znaczy to, że wpada w apatię, albo słabną jej pragnienia; znaczy to tylko tyle, że wszyscy są czymś zajęci i nie ma się kto z dzieckiem pobawić. Nuda jest cierpieniem powstrzymanego pragnienia, lecz nie jest bezsensem pragnienia ani pustym światem, w którym nie można go spełnić.

 

dzieck stawek forum

Coroczny festiwal w Stacji Wolimierz, fot.Taida.pl/Forum

 

A jednak przy całej dynamice, ludzkie doświadczenie może przenikać poczucie pustki. Jeśli bowiem pragnienia są w ustawicznym konflikcie, nie są już w stanie nadawać kolorytu przyszłości. Kolejne zdarzenia nadchodzą obojętnie, mechanicznie. I tu właśnie nuda pokazuje swe dobroczynne działanie. Pozwala nam zajrzeć w głąb własnych pragnień, odczuć ich siłę, zobaczyć ich relatywność, która może dać początek ich porządkowaniu. Nuda może wprawdzie osunąć się w melancholię, czyli tyranię przeszłości, ale nie musi tak być. Różnica pomiędzy nudą i melancholią jest znaczna, pomimo podobnych objawów. W obu przypadkach bieg życia jest wstrzymany, lecz w melancholii jesteśmy więźniami tego, co dokonane. Rozpamiętujemy przeszłość; każde wspomnienie odsyła do innego wspomnienia, w rezultacie wszystko, cała treść świadomości pojawia się w aurze tego, co minęło. Myślimy wyłącznie o rzeczywistości, której już nie ma. Nuda ma inny wektor, skierowana jest ku przyszłości, tyle że ta przyszłość nie rezonuje z nami, nie pociąga, nie inspiruje. Stopniowo zaczynamy wiedzieć świat w aurze wiecznego oczekiwania. To, co istotne jeszcze nie nadchodzi. W obu przypadkach coraz mniej doświadczamy rzeczywistości, lecz z innych powodów. Paradoksalnie, w nudzie doświadczamy siły przyszłości, tępej i niechętnej, to prawda, lecz potężnej, a to niemało. Ta intuicja wystarczy czasem, by dać się porwać, choć z początku nie wie się, ku czemu się zmierza i jaką drogą.

 

Literatura:

  • R. Spaemann, "Osoby. O różnicy między czymś a kimś", tłum. J. Merecki, Oficyna Naukowa 2001.
  • M. de Unamuno, "Niebla", w: "Obras completas" (10 vols.), Biblioteca Castro, Madrid 1995, vol. I
  • Josif Brodski, "Pochwała nudy", przeł. A. Kołyszko, M. Kłobukowski, Znak, Kraków 1996
  • Marcin Zdrenka, "O gnuśności", Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika

 

Robert PilatAutor: Robert Pilat

Filozof przez blisko ćwierć wieku związany z Instytutem Filozofii i Socjologii PAN, a następnie z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od dwudziestu lat współtworzy radiowe i telewizyjne audycje o filozofii, muzyce i literaturze, między innymi w Programie 2 Polskiego Radia i w TVP Kultura. Opublikował między innymi książki "Krzywda i zadośćuczynienie", "O istocie pojęć", "Aporie samowiedzy", "O rozsądku i jego szaleństwach", za którą w 2020r. otrzymał Nagrodę Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera.

 

Logo culture pl

 

 

wariacje na pasku