piątek, 23 października 2020

uczennice gimnazjum zenskiego zofii kudasiewicz koltoniakowej polonaNie tyle kształcenie, co wychowanie – na miłą żonę, dobrą matkę i prawą obywatelkę. Od wiadomości ważniejsze są umiejętności: szycia, gotowania, zarządzania domem i podobania się mężczyźnie. Czego jeszcze uczono dziewczęta, zanim ich obecność w szkolnych ławach przestała kogokolwiek dziwić?

 

Uczennice Gimnazjum Żeńskiego Zofii Kudasiewicz-Kołtoniakowej w Warszawie, 1924-1925, fot. Biblioteka Narodowa Polona

 

Gdyby poproszono cię o narysowanie kogoś, kto zajmuje się nauką, jakiej płci byłaby ta osoba? Męskiej? Jesteś w większości, choć nie jest to powód do dumy. Żeńskiej? Podobnie uczyniłoby jedynie 28 proc. badanych. To i tak niezły wynik, zważywszy, że w latach 60. XX wieku zaledwie 1 proc. rysowało naukowczynie. Opisując to doświadczenie w eseju "Niewidzialne kobiety", Caroline Criado Perez przekonuje, że z wiekiem stereotypy płciowe stają się silniejsze, a utrwalane są m.in. w podręcznikach szkolnych. Urodzona w Brazylii dziennikarka i feministka zwraca też uwagę, że jeszcze na początku XXI wieku w amerykańskich książkach do historii czy politologii kobiety występowały średnio na co dziesiątej stronie. Zapewne sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby jeszcze nie tak dawno panie nie musiały podawać się za mężczyzn, by studiować (jak Zofia Stryjeńska), a dziewczętom nie wpajano, że powinny przede wszystkim uczyć się "sztuki podobania się mężczyźnie" (o co postulował Rousseau).

 

suchedniow kielce pensja polona

Wieś Suchedniów: 7-mio klasowa pensja żeńska, 1908-1920, fot. Stanisław Sanecki/ Biblioteka Narodowa Polona

 

Nad Wisłą dyskusje na temat edukacji dziewcząt podjęto na poważnie, gdy Polska zaczęła znikać z mapy świata. Do oświeceniowych idei zachęcających kobiety do aktywnego udziału w życiu publicznym dodano hasła walki z cudzoziemszczyzną, a co za tym idzie – wychowania obywatelskiego i patriotycznego. Nie wystarczyła reforma oświaty. Przede wszystkim należało zmienić mentalność społeczeństwa. Jak "wprowadzano" kobiety do szkół i czy teoria sprawdzała się w praktyce?

 

Domowa zalotność

 

maszyna kobiety nac

Zajęcia praktyczne – uczennice szyjące ręcznie i na maszynach "Singer", 1925-1939, fot. www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

 

W oświeceniu poglądy pedagogiczne Europejczyków kształtowali François Fénelon i Jean-Jacques Rousseau. Pierwszy z nich był arcybiskupem i wierzył w wychowanie w duchu chrześcijańskim. Mimo to sprzeciwiał się posyłaniu dziewcząt do szkół zakonnych lub na pensje. Kobiety jako te, które wywierają wpływ na najbliższych im mężczyzn, miały być łagodne i wyrozumiałe oraz posiąść wiedzę praktyczną potrzebną do prowadzenia domu (nauka pisania, czytania, arytmetyka, zarządzanie majątkiem). I właśnie tam powinna odbywać się ich edukacja, pod okiem matki. Podobnego zdania był angielski filozof John Locke. Traktował dziecko jako czystą kartę, którą należy zapisać cnotami, w rodzicielce zaś widział nauczycielkę prawdy i posłuszeństwa. Dziewczętom zalecał taniec, a ze względu na cerę – nieprzebywanie zbyt długo na świeżym powietrzu.

 

uczennice 1919 nac

Uczennice Żeńskiej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Witkowie, 1919-1939, fot. www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

 

Do obydwu uczonych odwoływał się Rousseau, ale sprytnie omijał wartości chrześcijańskie, a w przeciwieństwie do Fénelona sugerował, by podsycać w kobiecie zalotność (oczywiście tylko w stosunku do męża). Wzorem do naśladowania mogła być Zofia, bohaterka traktatu pedagogicznego "Emil, czyli o wychowaniu" – przyszła żona, matka i pani domu. Próżna i uległa. Dodajmy, że prace wszystkich trzech myślicieli dotyczyły tylko arystokracji, dziewczętami z niższych sfer nie zaprzątano sobie głowy.

Zarówno Fénelon, jak i Rousseau o edukacji kobiet nie napisali niczego odkrywczego, więc w Polsce tym bardziej można było skorzystać z ich wskazówek. Wielbicielem tego pierwszego był na przykład Ignacy Krasicki. Uznawał tylko wychowanie domowe, a adaptując angielski numer pisma "The Spectator" poświęcony nauczaniu dziewcząt, pominął w polskim "Monitorze" fragment o kształceniu umysłu, za to skupił się na robótkach ręcznych. Pożądane były umiejętności: szycia, haftowania, gotowania, przetwórstwa domowego.

 

Działaj jak Polak

 

peszka adam kazimierz czartoryski

Józef Peszka, "Adam Kazimierz Czartoryski", 1791, fot. Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Braterstwo myśli łączyło także Fénelona z Adamem Kazimierzem Czartoryskim. Książę głosił niezbyt popularną wówczas opinię o równości intelektualnej kobiet i mężczyzn. Dostrzegał konieczność wychowania dobrych żon, matek i obywatelek. Domagał się dla nich lekcji języka polskiego, historii i tradycji narodu, by mogły przekazać wiedzę i wartości następnym pokoleniom. Zdecydowanie sprzeciwiał się modnej, salonowej edukacji przez guwernantki-cudzoziemki, choć chyba szybko zapominał o tym, co mówił – właśnie takie nauczanie zafundował swoim dzieciom (szczegóły za chwilę). Nie bez powodu nazywano go pierwszym reformatorem wychowania kobiet w Polsce. Powstała w 1773 roku Komisja Edukacji Narodowej (KEN) niecały rok później powierzyła Czartoryskiemu nadzór nad szkolnictwem prywatnym. Ten wkrótce ogłosił przepisy funkcjonowania placówek męskich oraz żeńskich.

 

warszawa pensja zenska polona

Warszawa, pensja żeńska, majówka, fotografia zbiorowa uczennic i nauczycieli, 1906, fot. Biblioteka Narodowa Polona

 

Wcześniej swój projekt reform zgłosił m.in. Franciszek Bieliński. Jego propozycje, wysyłane początkowo anonimowo w 15 listach, wydawały się Komisji ciekawe, więc znalazły odzwierciedlenie w wypracowanych postulatach. Młody ziemianin zalecał kształcenie wszystkich warstw społecznych z uwzględnieniem obu płci. Uważał, że panny z niższych stanów muszą umieć rachować, pisać, a w szczególności czytać, "gdyż przez tę zabawę, odwróci się ich od mniej przyzwoitych rozrywek". Szlachcianki z kolei powinny uczyć się w domu, a nowością miały być lekcje retoryki, by "na miejsce uszczypliwych i próżnych rozmów mogły nastąpić uważne i pożyteczne". Komisja skorzystała także z pomysłów Augusta Sułkowskiego – wprowadzono trzy poziomy kształcenia, a na najniższym szczeblu tolerowano koedukację.

To nic, że ostateczne regulacje KEN pióra Czartoryskiego były niezbyt jasne i zawierały szereg powtórzeń, o czym wspominają autorki książki "Edukacja kobiet, kobiety w edukacji". Najważniejsze, że po raz pierwszy w historii Europy odgórnie podjęto próbę uporządkowania sprawy kształcenia dziewcząt w skali ogólnopaństwowej. A że była to próba nie do końca udana… Z pewnością udało się jedno: zwrócić uwagę na potrzeby edukacyjne dotychczas lekceważonej połowy społeczeństwa.

 

Pijana guwernantka i fandango w habicie

 

zofia zamoyska wikipedia

Hrabina Zofia z Czartoryskich Zamoyska, XIX wiek. Mieczysław Kseniak: Rezydencja książąt Czartoryskich w Puławach, fot. wikimedia.org

 

W pamiętnikach z XVIII i XIX wieku można znaleźć barwne opisy tego, jak w rzeczywistości wyglądała edukacja panien. O tym, jak teoria niewiele ma wspólnego z praktyką, przekonała się Zofia z Czartoryskich Zamoyska. Córka reformatora, podobnie jak on sam, uczyła się pod okiem zagranicznych guwernerów, czego nie wspominała najlepiej. Francuskiego, katechizmu, historii i geografii uczyła ją panna Petit – nauczycielka szanowana i już nie najmłodsza. "Guwernantki w owych czasach miewały władzę nieograniczoną" – zapisała Zofia w pamiętniku. Ubolewała nad brakiem lekcji języka polskiego, "bo stąd wynikło, że nie umiałam nigdy dobrze wyrazić mych myśli".

Narzekania te podzielała też Klementyna z Tańskich Hoffmanowa – jedna z pierwszych polskich pisarek, która utrzymywała się z własnej pracy twórczej i pedagogicznej:

Przyzwyczajona od dzieciństwa uczyć się wszystkiego w francuskim języku, wzrosłam w fałszywym mniemaniu, że zupełnie niepodobną jest rzeczą dla kobiety napisać list lub cokolwiek bądź innego po polsku […].

Pamiętajmy, że Hoffmanowa, będąc zagorzałą orędowniczką kształcenia kobiet, podzielała jednocześnie opinię na temat uległości kobiety wobec mężczyzny.

 

uczennice podczas zajec praktycznych nac

Uczennice podczas zajęć praktycznych w kuchni podczas przygotowywania posiłku, 1919-1939, fot. www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

 

Inni wychowawcy młodej Czartoryskiej również nie byli idealni:

Uczyłam się po angielsku od Angielki, żony kamerdynera, bardzo ograniczonej, ordynaryjnej, często pijanej. Miałam dobrego metra do fortepianu, który mnie bił czasem, a ja bardzo płakałam, ale uczył dobrze i byłabym dobrą muzyczką, gdybym zawczasu nie zaniedbała tego talentu.

Mimo że edukacja Zofii nie przebiegała zgodnie z deklaracjami jej ojca, wyrosła na zaangażowaną społecznie patriotkę. Właśnie takie było główne założenie KEN – wychować obywateli narodu, którzy doprowadzą do odrodzenia państwa polskiego.

 

leczyca pensja zenska polona

Łęczyca, pensja żeńska, pocztówka, 1914, fot. Biblioteka Narodowa Polona

 

Dla kobiet istotne okazały się przepisy KEN dotyczące funkcjonowania szkół parafialnych i prywatnych placówek naukowych. W regulaminie tych pierwszych nie było zakazu ani nakazu uczęszczania dziewcząt, więc potraktowano to jako zachętę. Dzieci wychowywano zgodnie z demokratyczną ideą równości całego społeczeństwa, zwracano szczególną uwagę na higienę ciała, zakazano kar fizycznych, wprowadzono nagrody za postępy w nauce.

Zajrzyjmy do pamiętnika Henriety z Działyńskich Błędowskiej, która była najpierw wychowana w klasztorze wizytek. Zakonnice

oprócz religii, historii, geografii, gramatyki, języków angielskiego, włoskiego i francuskiego, dawały lekcje muzyki, fortepianu, arfy, śpiewu, jak kto zażądał, a nawet i tańcu. W habicie zakonnica menueta, almanda, matlota uczyła, a nawet i z girlandą i z kastanietami w fandango zwijała się.

Z nauki tańca z pewnością zadowolony byłby Locke. Wkrótce jednak rodzina Henriety zaczęła podążać za francuską myślą: "My tymczasem z braciszkiem swywolili, matka bowiem à la Rousseau wychowywać mnie zaczęła i była wszelka wolność uczyć się lub nie".

 

Z pamiętnika pensjonarki

 

uczennice klasy piatej polona

Uczennice klasy piątej, 1910, fot. Adam Badzian/Biblioteka Narodowa Polona

 

Niewątpliwą zasługą księcia Czartoryskiego było uporządkowanie działania pensji i objęcia ich nadzorem państwa. W ogłoszonych 10 maja 1775 roku "Przepisach od Komisji Edukacji Narodowej pensjomistrzom i pensjomistrzyniom danych" ustalono ich definicję ("dom każdy, w którym młode osoby obojga płci płacą pensję roczną za wikt i wszelkie wydatki na edukacją potrzebne"), przedział wiekowy (6-16 lat) i limity uczniów (do 10 w Warszawie, do 12 poza nią). Zabroniono koedukacji i ogłoszono program kształcenia. Choć pozwalano na naukę języków obcych (francuski, niemiecki), podstawą była doskonała znajomość języka ojczystego. Poza tym prowadzono zajęcia: arytmetyki (przyszłe panie domu miały znać się na prowadzeniu gospodarstwa), historii narodowej, talentów (lekcje tańca i muzyki odbywały się za zgodą rodziców). W czasie wolnym zalecano ruch na świeżym powietrzu, ale z umiarem, by uniknąć "zbytecznego zgrzania się".

Z przestrzeganiem przepisów Komisji na pensji bywało różnie, ale przynajmniej dbano o pozory. Helena Duninówna, przyszła pisarka i działaczka społeczna, wspominała:

Przełożona surowo przestrzegała form naszego szkolnego ubrania i nie pozwalała na żaden przebłysk fantazji w naszym pensjonarskim wyglądzie. Miałyśmy więc główki wylizane gładziutko, skromne warkocze, spuszczone na plecy lub upięte »w koronę«; sztywne, wysokie kołnierzyki u granatowych mundurków; długie rękawy; czarne pończochy w prążki; kamlotowe, czarne fartuszki z szeleczkami i buciki z cholewkami, zapiętymi z boku na wypukłe, okrągłe guziki.

 

bratne uczennice polona

Uczennice Żeńskiej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Witkowie, 1919-1939, fot. www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)

 

Równość płci nie obejmowała lekcji łaciny – te zarezerwowane były jedynie dla chłopców, co uniemożliwiało absolwentkom uzyskanie pełnej matury i podjęcie studiów wyższych. Podczas gdy męską grupę uczono rysunku odręcznego, dziewczęta szkolono w zakresie architektury, by ułatwić im "stawianie domów wygodnych i gospodarskich budynków". Po raz pierwszy jasno sformułowano zadania kobiet:

[…] białogłowy nie są na to stworzone, żeby były nieczynną częścią narodu, że mają i one dług obywatelstwa swego do wypłacenia Ojczyźnie, że żona, że matka, że siostra cnotliwa […] męża, syna, brata utwierdzić może w szlachetnym myślenia sposobie, i do najchwalebniejszych zachęcić czynów […].

W okresie Księstwa Warszawskiego do żeńskich szkół wprowadzono podstawy astronomii, kaligrafię i epistolografię, lekcje wychowania dzieci i savoir vivre’u. Obowiązkowy był wstęp do agrokultury. Absolwentka była więc wyposażona w wiedzę o glebach oraz umiejętności: uprawy warzyw i owoców, hodowli zwierząt, robienia przetworów i konserw, pieczenia chleba.

Podczas tworzenia przepisów edukacji dla dziewcząt zadbano też o odpowiednią lekturę. KEN ustaliła, że każda pensja musi posiadać biblioteczkę, a w niej tytuły francuskie, niemieckie i kilka polskich. Poza ogólnymi dziełami z zakresu historii, geografii czy sztuk pięknych, zbiorami wierszy i bajek Krasickiego, publikacjami pedagogicznymi Fénelona, dramatami Moliera, Corneille’a, Racine’a czy Woltera proponowano książki autorstwa kobiet – m.in. markizy de Lambert (poradniki dla matek) i pani de Beamont (autorka zmodyfikowanej i dziś popularnej wersji baśni o "Pięknej i Bestii"). Z kolei panna Petit czytała Zofii Czartoryskiej ustępy "Tysiąca i jednej nocy". W późniejszych latach dodano "Pamiątkę po dobrej matce" Klementyny Tańskiej – lekturę opartą na nauce Kościoła katolickiego, ówczesny księgarski bestseller. Oczywiście zakazano książkowych romansów uznanych za szkodliwe moralnie, a lekcje historii rozpoczynano od historii Pisma Świętego.

 

uczennice klasy pierwszej w radomiu polona

Uczennice klasy pierwszej w Radomiu, 1900, fot. Biblioteka Narodowa Polona

 

Narcyza Żmichowska, jedna z prekursorek feminizmu w Polsce, pisała:

Mam pełno mądrych i poważnych książek. Historia polska przez Rulhiera, francuska przez Ségura, życie Napoleona przez Tissota kolejno mnie zajmują. Prócz tego wiele jeszcze czytam po włosku, po angielsku. I zdaje mi się, że jeżeli dłużej tak potrwa, wykieruję się na sawantkę; śmieszne by to było doprawdy….

Narodowy duch kształtowany na pensjach przetrwał rozbiory Polski. Zuzanna Rabska, główna inicjatorka Towarzystwa Bibliofilów Polskich, debiutująca literacko jako szesnastolatka, w swoim pamiętniku zanotowała, że w czasach Królestwa Polskiego tajne szkoły dla dziewcząt stały się "jednym zżywych protestów na gospodarkę oświatową Apuchtina".W Warszawie działało ich kilkanaście:

Przełożone dbały o dobór nauczycieli, o atmosferę patriotyczną i nie lękały się ogromu trudów, a nawet utraty wolności, aby uchronić młodzież od trucizny rosyjskiej, pleniącej się w szkołach rządowych. […] Uczyłyśmy się niby to robótek ręcznych, kroju, haftu, rysunków, modelarstwa z gliny, a de facto słuchałyśmy wykładów pierwszorzędnych, oddanych sprawie oświatowej nauczycieli i nauczycielek.

Jeśli jeszcze w czasach oświecenia ktoś miał wątpliwości, czy posyłać dziewczęta do szkół, w Królestwie Polskim edukacja kobiet była już oczywista – przynajmniej na tym najniższym szczeblu nauczania. Jeśli zaś chodzi o studia wyższe, panie musiały uzbroić się w "skrzydła" (zajęcia na tajnym uniwersytecie zwanym "Latającym" odbywały się w różnych mieszkaniach), pieniądze (by móc studiować za granicą jak Maria Skłodowska-Curie) oraz cierpliwość (pod koniec XIX wieku Polki będą mogły brać udział w wykładach na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale początkowo tylko jako słuchaczki, a z pełni praw studenckich skorzystają na pozostałych uczelniach dopiero po odzyskaniu niepodległości).

 

Źródła m.in.: "Kufer Kasyldy, czyli wspomnienia z lat dziewczęcych", wybór D. Stępniewskiej i B. Walczyny, Warszawa 1974; K. Dormus, A. Włoch, J. Wojniak, "Edukacja kobiet, kobiety w edukacji", Kraków 2017; M. Janicka, "Edukacja kobiet na ziemiach polskich na przełomie XVIII i XIX wieku, Warszawa 2017; Carolina Criado Perez, "Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn", Kraków 2020.

picture 7051587 1499071083Autorka: Agnieszka Warnke

Absolwentka filologii polskiej, dziennikarstwa i Podyplomowych Studiów Menedżerów Kultury. Miłośniczka reportażu. Niepraktykująca wyznawczyni fotografii.

 

LOGO culture pl