czwartek, 20 lutego 2020

Sarajevo Miljacka i mostSarajewo - kulturowy tygiel. Dzieje miasta sięgają prehistorii, odkryte ślady osadnictwa liczą 4500 lat

 

 

 

50 lat później

W Sarajewie zjawiam się po stu latach od zamachu na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynada. Owo fatalne wydarzenie było zaczątkiem pierwszej wojny światowej. Moje wojaże są maniacko śledzone i dlatego na wszelki wypadek, by nie być oskarżonym o współudział w spisku, akcentuję stulecie zbrodni Gawriły Principa, którą odnotowano na pół wieku z okładem nim wyjrzałem na ten ziemski padół. Poznałem zdolnych (do wszystkiego - należy dodać) przedstawicieli palestry, którzy kojarząc wątki wymodzą karkołomny pozew. Udowodnią wspólnictwo z serbskim nacjonalistą i zrzucą do więziennego lochu. Ale żarty na bok.

 

Ciekawość

Pytanie: dlaczego w turystycznej rozpisce pojawiło się Sarajewo? Powodów jest mnóstwo i wszystkich nie wymienię. Z pewnością nie sugerowałem się amerykańskim Magazynem National Geographic, który stolicę Bośni i Hercegowiny włączył do grupy destynacji, które koniecznie trzeba zobaczyć w tym roku, umieszczając Sarajewo na liście ?Best Trips 2014?.
Marząc o dalekich krainach podsycamy wyobraźnię, a o wyborze celu podróży częstokroć decyduje przypadek. Sarajewem zainteresowałem się podczas lektury sztandarowego dzieła Jaroslava Haška, co miało miejsce we wczesnej młodości. Osnuta na wydarzeniach wojennych powieść bezlitośnie rozprawia się z ludzką głupotą. Dla mnie to pacyfistyczne wademecum do którego zaglądam przy każdej okazji: otwieram na dowolnej stronicy i czytam, kiedy tylko chcę poprawić nastrój. Fabuła ?Przygód dobrego wojaka Szwejka" rozpoczyna się od nawiązania do sarajewskiego zamachu. Jak więc w takie miejsce nie pojechać?
Potem przyszła zazdrość. Zazdrościłem tym, którzy na Półwysep Bałkański dotarli przede mną, od dawna bowiem czułem, że coś tracę. Determinacja pojawiła się po lekturze ?Dziennika pisanego później" Andrzeja Stasiuka, który specjalizuje się w literaturze drogi. W tej zaskakującej i trochę dziwnej książce znajdujemy luźne zapiski z podróży odbytych w latach 2006-2010. Z inspiracji autora parokrotnie odwiedziłem Albanię, ale to tylko bałkański kąsek, wyostrzający apetyt poznawczy.

 

Wschód

Andrzeja Stasiuka zrównuję z Ryszardem Kapuścińskim nie wstydząc się kompleksów w jakie mistrzowie wpędzają. Odczuwam małą satysfakcję, bo Stasiuk dopiero niedawno zaczął przemierzać szlaki, które już przetarłem. Dotarł mianowicie do Mongolii i niejako przy okazji, po drodze właśnie, zaciekawił się krajami wchodzącymi onegdaj w skład imperium sowieckiego i obecnie wojażuje po Tadżykistanie. Stasiuk przybliża czytelnikom klimaty miejsc, które już widziałem i tym bardziej zasługuje na szacunek. W wywiadzie dla Onetu zacytował australijskiego motocyklistę opisującego Mongolię: ?Kompletne nic, ale to jest najpiękniejsze nic, jakie w życiu widziałem". I od siebie dodaje: W żadnym kraju nie czułem, że przestrzeń może być tak dotykalna i zmysłowa. Bo Mongolia to rozkosz istnienia w pejzażu. Ojczyznę Czyngis Chana odebrałem podobnie i po swojemu opisałem w paru reportażach.
We wrześniu na półki księgarskie trafia najnowsza powieść Andrzeja Stasiuka ?Wschód". Postaram się odszukać w niej własne sny i tęsknoty.

 

wschód wychodzi- IX 2014

 

Nuty

W międzyczasie na Półwyspie Bałkańskim wiele się nawyrabiało, jakby dla uzasadnienia nazwy: bałkański kocioł, co określa sytuację geopolityczną wynikającą ze sprzecznych interesów poszczególnych nacji, ścierających się religii i wzajemnych roszczeń terytorialnych. Nieprzewidywalne zdarzenia, ciągłe niepokoje i wybuchające co rusz walki zniechęcały do zapuszczania się w ten rejon Europy. Musiały minąć dziesięciolecia, a zresztą; podróże ograniczały polityczne kordony i problemy z paszportami.

Co jeszcze inspirowało do zobaczenia Sarajewa? Drobnostki, jakieś błahe preteksty, które w moim przypadku stanowią fundament imperatywu poznawczego. Na przykład akcent muzyczny: song rockowej grupy U2 ?Miss Sarajevo", pochodzący z albumu wydanego w 1995 roku. Utwór ów był singlem promującym płytę Oryginal Soundtrack 1. Obok lidera U2 Bono słyszymy Luciana Pavarottiego w zachwycającym solo. Wyszła muzyczna perełka, niezapomniany evergreen, dowód na to, że dobry rock i opera są jednością - POSŁUCHAJ. Czy dla takich nut nie warto odwiedzić Sarajewa?

 

Aleja

Historia z Sarajewem obeszła się okrutnie, to miejsce zbroczone krwią ofiar wojny, która wybuchła po rozpadzie Jugosławii. Właśnie w tym mieście natrafimy na ?Sarajewskie Róże? - straszne kwiaty ?posadzone? w ramach powojennego performance w miejscach, gdzie polegli przypadkowi ludzie (zobacz w galerii). W Bośni i Hercegowinie zginęło łącznie 11 500 ludzi. Stolica szokuje choćby tym, że sarajewianie jedną z ulic nazwali ?Aleją Snajperów", oczywiście nieoficjalnie. W czasie wojny aleja stanowiła przyczółek dla strzelców wyborowych, jako jedyna droga do źródła czystej wody w oblężonym mieście. Snajperzy zastrzelili 225 ludzi, w tym 60 dzieci.
Świat milcząco przyglądał się najdłuższemu i najbardziej krwawemu oblężeniu w historii Europy po II wojnie światowej. Dramat trwał od 5 kwietnia 1992 do 29 lutego 1996 roku. Angielski reżyser Michael Winterbottom nakręcił film pt. ?Aleja Snajperów". Może trzeba takim traktem pospacerować, żeby coś zrozumieć?

 

Miłość

Kolejny pretekst zapuszczenia się na Bałkany to ?Sarajewo, moja miłość" - dokumentalny film o wojennym uczuciu wyświetlany w polskiej TV. Telemagazyn pisał: Ona miała na imię Admira, była Bośniaczką. On nazywał się Boko, był Serbem. Mieli po 25 lat. Kochali się. Wojna w Sarajewie trwała rok. Admira i Boko zginęli, gdy próbowali przekroczyć most Vrbanja - jedyną drogę ucieczki z miasta. Gdy w Góry Dynarskie wrócił pokój, po zakochanych został tylko album ze zdjęciami - ostatnie beztroskie chwile spędzone w kraju, który dawniej nazywano Jugosławią.
Na jednym z mostów spinających brzegi rzeki o nazwie Miljacka rokrocznie, w dniu 18 maja, mieszkańcy Sarajewa składają hołd miłości. Kto wierzy w miłość pomiędzy świszczącymi pociskami - do Bośni i Hercegowiny pojechać musi!

 

Samotność

A więc jesteśmy na miejscu. Zanotowane w ?Dzienniku" obserwacje, oddające beznadzieję i jakieś rozedrganie (Stasiuka pociąga bałkański rozkład), próbuję zderzyć z zastaną rzeczywistością. Od zakończenia wojny mija 18 lat, do pełnoletności dochodzi pokolenie powojenne, rodzą się nowe dzieci, coraz więcej ich tutaj, a więc idą lepsze - chciałoby się wierzyć - czasy, jak to zwykle po wojnie. Rozkwit, kolory, uśmiech, radość. Za wiele optymizmu nie zauważam. Prawda jest taka, że młodzi nie widzą dla siebie perspektyw.
A co w Sarajewie jest? Odpowiem Stasiukiem: ?bałkańska samotność na skraju kontynentu". Jakby tego było mało: ?przypadkowość istnienia w Europie". Jak żyć? - nasuwa się pytanie.
Trochę prowincjonalne i zarazem jakby swojsko, trochę kameralne i bez trudności topograficznych, ale zgoła inaczej niż w Polsce. Chce się wierzyć, że National Geographic z rekomendacją Sarajewa nie przesadził. Zachwyt? Rozczarowanie? Uczucia mieszane? Długo szukam adekwatnego określenia... szukam i znaleźć nie potrafię. Pasuje mi ?kruchy konglomerat?, wznaniowy tygiel: muzułmanie, prawosławni, katolicy - ludzie, którzy całkiem niedawno przestali się zabijać. Czy ów konglomerat da się scalić w gładką całość?

 

ZOBACZ BAŁKAŃSKĄ GALERIĘ

 

 

Nostalgia

Jeszcze nie wiem, czy za Sarajewem zatęsknię. Miasto, jeśli chodzi o lokalizację, trochę podobne do  Tbilisi, położone  nad wąwozem rzeki, tutaj Miljacki, a w stolicy Gruzji - Kury. Lekiem na nostalgię będzie wysłuchanie przejmującej pieśni Jaromira Nohavicy.

 

SARAJEWO
(tłumaczenie: Jarosław Gugała)

Przez Galicji ziemie zła wichura gna
To mało cośmy mieli zabrała woda nam
Jak spłoszone ptaki uciekamy stąd
Jak listy zagubione tak my krążymy wciąż

Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
tam jutro rano ślub będziemy brać

Na wieki nas w kościele połączy dobry ksiądz
Wiązankę z tamaryszku rzucimy w rzeki toń
A woda ją zabierze aż na morza brzeg
My dwoje tu na dole - nad nami nieba biel

Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora iść już spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano ślub będziemy brać

Z białego kamienia nam zbuduję dom
Z dębowego drewna solidnie zrobię go
Żeby każdy wiedział jak kochałem Cię
będzie stał na wieki, na dobre i na złe.

Jeszcze płonie ogień i trzaska drewno
Ale pora już iść spać
A za tamtą górą jest Sarajewo
Tam jutro rano miłość chcę Ci dać...

 

Inna wersja: TUTAJ

 

 

Komentarze   

 
0 # Juzek 2014-07-30 12:56
Lubię takiego Leszka Tomczuka. Widać nietypową duszę. Szkoda, że musi zmagać się z tępotą i głupotą innych, ale czasami tak po prostu trzeba. Najlepiej chyba opiszą to słowa piosenki Antoniny Krzysztoń "Idąc na spotkanie":

Idzie ulicą śmiejąc się do nas
Jakiś idiota jakiś idiota
I coś tam mamrze i coś tam śpiewa
Nie dać się tylko idiocie nie dać

Patrzy na niebo nad moją głową
W oczach tęczowo w tych oczach błogo
Cały w łachmanach ręce w kieszeniach
Jak się idioty idioty nie bać

I nagle patrzy mi prosto w oczy
Przez szereg zasłon mych zasłon mrocznych
Płyną godziny płyną obłoki
Stoję skruszony w oczach idioty

A ludzie patrzą w zwolnionym chodzie
I pobłażają mnie i idiocie
A ludzie patrzą w zwolnionym chodzie
I pobłażają mnie i idiocie ...
 
 
0 # Mario 2014-08-04 11:26
Perełeczka.
 
 
0 # kasiak74@gmail.com 2014-08-04 22:21
Ja za Sarajewem tęsknię zawsze... Dla mnie Bośnia ma niepowtarzalną duszę, której w Sarajewie i Mostarze doświadczyłam najpełniej. I polecam film, który przemknął nam przez kina bez większego echa (tudzież książkę pod tym samym tytułem) "Powtórnie narodzony" - absolutnie niezwykła historia z Sarajewem w tle.
 
 
0 # monika m 2014-08-06 00:53
5 nad ranem w Sarajewie, bo któż by spał uwiedziony magią modlitewnych dźwięków unoszących się nad miastem. Historia miesza się ze współczesnością , jawa ze snem.Tu chce się zakochać do szaleństwa i w takim stanie upojenia błogo umrzeć...
Ja też tam byłam i bośniacką rakiję piłam.
Gratuluję pięknego artykułu i cudnych zdjęć, doskonale podkreślających klimat pieśni Jaromira Nohavicy.
 

Nie masz uprawnień do komentowania