wtorek, 09 czerwca 2026

 

tu jest brzeg2

 

Czyczyło

Wiadomości

Bałtyk najpopularniejszym kierunkiem wakacyjnym Polaków

Bałtyk najpopularn...

Nadmorskie miejscowości odpowiadają za...

Kongo otwiera granice

Kongo otwiera gran...

Republika Konga ogłosiła, że od 1 styc...

Nowy sposób podróżowania między Polską a Czechami

Nowy sposób podróż...

Leo Express to jeden z najszybciej roz...

Problem nielegalnego alkoholu w Nepalu

Problem nielegalne...

Rosnąca popularność alkoholu produkowa...

AI otwiera nowe możliwości

AI otwiera nowe mo...

Niemal wszyscy młodzi Polacy korzystaj...

W Polsce przybywa szkół dwujęzycznych

W Polsce przybywa ...

Coraz więcej szkoł w Polsce kładzie na...

Turkmenistan otwiera się na świat

Turkmenistan otwie...

Turkmenistan, uznawany dotąd za jedno ...

Gdzie są turyści?

Gdzie są turyści?...

Gruzja: Wojna na Bliskim Wschodzie ude...

Europejskie wartości

Europejskie wartoś...

Europejczycy doceniają demokrację, pok...

Fake newsy

Fake newsy

Lawina fałszywych treści w sieci. Deep...

Twierdza Srebrna Góra na ulicach Poznania

Twierdza Srebrna G...

Twierdza Srebrna Gora, laureat Złotego...

Transformacja energetyczna

Transformacja ener...

Polska przyspiesza odchodzenie od węgl...

Sveti Stefan ponownie otwarty

Sveti Stefan ponow...

Po kilku latach przerwy luksusowy komp...

UE postrzegana jako źródło stabilności

UE postrzegana jak...

Rośnie poparcie dla wspolnej polityki ...

Od idei do globalnego przemysłu

Od idei do globaln...

Prekursorzy gospodarki turystycznej. T...

Polska przoduje

Polska przoduje

Polska rośnie szybciej niż większość U...

 

kafe Glob II III

 

 

ukr pl

 

 

   

amnesty international logo

 

 

 

Fundacja Batorego Logo

czerwiec Fotor

kamczatka7Podróż na Kamczatkę obfituje w paradoksy. Z jednej strony bowiem uczestniczymy w wyprawie na sam koniec świata, z drugiej zaś w ekspedycji do prapoczątku Ziemi, do czasu, kiedy nasza planeta nabierała obecnego kształtu. Ludzie na Kamczatce żyją, jak pionierzy-zdobywcy. Stając oko w oko z nieokiełznanym żywiołem, dzień w dzień borykają się z trudami życia i mimo przeciwności losu, znajdują tam szczęście.

 

Kamczackie szczęście

 

Dla przeciętnego Polaka Kamczatka kojarzy się raczej niedobrze. To jakiś koniec i coś dramatycznego, zwłaszcza w kategoriach geopolitycznych. Wszak na wschodniej stronie półwyspu, za Morzem Ochockim, mamy Magadan, miejsce zsyłek i więzień, a w ogóle to przecież Syberia, i już wiadomo w co żeśmy się zamotali. Niewola. Słowo dramat i wytrych zarazem, zwłaszcza dla politycznych leniwców. Wszystko zatem jest jasne. Jeśli natomiast chodzi o mnie: na Kamczatkę pojechałem po klucze do rozumu, zechciałem zrozumieć tę wyklętą ziemię.
Wiem, że w poprzedniej części nie wyjaśniłem podtytułu koniec geografii. Nie uczynię tego i teraz. Nie znajdę też miejsca na napisanie o zwiastunach narodzin Ziemi, czyli o aktywnych wulkanach. Tymi tematami zajmę się dopiero w części końcowej, ale niczego nie obiecuję, wszak nie wiem, jak moja pisanina się skończy, może wcześniej się wykończę. Literacko.

No tak - ja tu o nieszczęściach a miało być o kamczackim szczęściu. Na dobry początek uwierzmy: Kamczatka - to nie zmarzlina i nie nieszczęście. Wbrew malkontentom i nieudacznikom, którzy rozpanoszyli się w politycznej przestrzeni i którzy chcą nas wszystkich zarazić antyruskim wirusem, postaram się swoją tezę jakoś uzasadnić.

 

Po co komu Europa?
 

Podpierając się klasykiem - zacznijmy od dodatnich plusów. Na Kamczatce zima jest zimowa i przez to przepiękna, północ przychodzi o północy a dzień się zaczyna w dzień. Po prostu. Bynajmniej nie przesadzam. Z tą zimą oczywiście trochę kombinuję. Opieram się na relacjach tubylców i troszkę papuguję, bo przecież nic o niej nie wiem. Kamczackie mrozy dopiero zamierzam przeżyć, kiedy w niedookreślonej przyszłości przezimuję w Esso, w miejscowości, której uroki opisałem w pierwszej części.


Zauważmy oczywistą oczywistość (znowuż lecę klasykiem): w Polsce około północny biesiadowanie bez oświetlenia grozi towarzyską katastrofą. W okolicach dziesiątej, nawet w czerwcu, musimy już teatr wydarzeń podświetlać, choćby po to, by wyeliminować naszą niezgrabność. Bez noktowizora nie widzimy kogo gościmy i komu co nalewamy. Na Kamczatce jest normalniej, bowiem do północy panuje jasność. I bynajmniej nie chodzi o białe noce, nie ten rejon świata. Potem - nagle! - nadciąga noc, a już po 3-4 godzinach budzi się ranek. Jeśli ktoś kiedyś przekroczył krąg polarny, pożył tam trochę, zrozumie o czym piszę. W przypadku Kamczatki owo wytłumaczenie jest jednak bez sensu. Półwysep leży na podobnej do naszej szerokości. Kiedy zakręcimy globusem, okazuje się, że pod względem geograficznym Polskę z Kamczatką łączy bliźniactwo. Po co zatem - pytam - tak się nadymamy? Niczym amerykański indor.
Po trąbach powietrznych rujnujących domostwa na Śląsku Opolskim, odebrałem z Kamczatki SMS-a: Żyjesz? U nas w telewizji pokazywali tornado, które dopadło twoją ziemię. Ludzie! Spasiba za troskę płynącą z krainy, gdzie tajfuny są codziennością, gdzie zaczęła się już jesień a niedźwiedzie gromadzą sadło i powoli rozglądają się za przytulną gawrą.
 


Życie campingowe

 

Tanynaut. Tatiana Kudriawowa, artystka w każdym calu, dama o perlistym uśmiechu i aparycji gwiazdy. Prowadzi niedrogi camping w Pietropawłowsku Kamczackim, z namiotami wzorowanymi na jurtach, choć ich komfort jest niższy niż u mongolskich nomadów. Są to raczej koriackie namioty (czum), pełne skór, zlokalizowane nad brzegiem jeziora. Camping działa na terenie powojskowym, gdzie wala się złom i panuje, jakby to ujął Andrzej Stasiuk: postindustrialna rozpierducha. W takim krajobrazie dierewnia Tatiany przypomina oazę ładu i porządku.
Małaya strana song odśpiewany pod profesjonalny podkład muzyczny typu karaoke, dowodzi wrażliwości gospodyni, kobiety odczuwającej potrzebę pięknego powitania przybyszów z dalokoj strany. Chce nas ukołysać po trudach podróży, mimo deszczowej pogody i ziąbu. Dba o dobre samopoczucie gości, dwoi się i troi spełniając wszystkie życzenia. Przynosi owoce Oceanu Spokojnego, jakieś zupełnie niepojęte dziwactwa morskie, z których więcej mlaskania, aniżeli jedzenia. Częstuje syberyjskim czajem z kosówki. Dobre i to.
W Tanynaut prócz nas goszczą dwie pary z dziećmi i ociemniałym buldogiem, siostry (34 l. i 28 l.) lekarz kliniczny i nauczycielka, ich mężowie (38 l. i 30 l.) strażnik rybacki i inżynier. Rodzice strażnika przyjechali na Kamczatkę powodowani marzeniem, gdy miał roczek. I znaleźli tutaj szczęście. Bo co potrzebne do życia? - pytają retorycznie miłośnicy weekendowego biwakowania. Ciepły dom, kochająca się rodzina i dobry samochód, koniecznie z napędem na cztery koła, dopowiadają panowie. A do wulkanów idzie przywyknąć...
Znawca ryb opowiada o przeróżnych łososiach. Zaproszony na degustację dowiedziałem się, że najsmaczniejszą odmianą jest czawycza, rodzaj łososia poza Kamczatką nie występujący. W rankingu smakowitości, tuż za czawyczą, plasuje się nerka, potem daleko, daleko inne ryby.
Chay-Chiv. Koryakskoye Stoybishche (koczowisko) na rzeką Bystra w Esso. Camping z przystępnymi cenami i nieźle zorganizowany. Andrianowa Aleksandra Xaybawowna, szefowa, jest pełnokrwistą Koriatką. Propaguje kulturę korzennych narodów Kamczatki. Oto znakomity pomysł na przyciągnięcie turystów. Z okazji jubileuszu powstania Chay-Chiv zgromadziła na swoim terenie tłumy gości, którzy obejrzeli żywiołowy występ Ewenów, zatraconych w egzotycznych tańcach. Wszystko wprost na trawie, przy dźwiękonaśladowczych odgłosach kamczackiej flory i fauny wydawanych przez młodych artystów. Na moment koncertu widz przenosi się w tajemny świat ludów Północy, słyszy echo Indian i Eskimosów. Niesamowite! Na dokładkę Chay-Chiv serwuje czaj z lepieszkami, szurpę z jeleniny i rybią uchę.

Ucha to trzyskładnikowa zupa rybna: kartofle, zielenina z marynowanym czosnkiem niedźwiedzim, odrobina przypraw, no i sławna na całą Rosję (i Brzeg) czawycza lub nerka. Najsmaczniejszą uchę warzy się z rybim ogonem i oczami. Są to kąski dla wybrańców

kamczatka8

 

Kamczackie smaki

 

 

W restauracjach odbywają się babskie imprezki z różnych okazji. Panie pięknie wykoafiurowane, w szpileczkach i w świetlistych kreacjach. Niektóre błyszczą szczerozłotym uśmiechem. Bawią się szampańsko bez mężczyzn, którzy na rabotie w tajgie, bierut rybu, albo popils. W knajpach sączy się zachodnie piwa (holenderskie, czeskie i niemieckie, polskiego nie uświadczysz), choć całkiem nieźle smakuje piwo kamczackie i nie dlatego, że jest relatywnie najtańsze (35 rubli = 3,5 zł).
Konsumentom ostrożnym i nietrunkowym sklepy oferują zabutelkowaną wodę: Małkinskaya Nr 1 uhonorowaną, niczym radziecki generał, dwunastoma medalami (1,5 l. = 25/35 rubli). Nikt z miejscowych nie zawraca sobie głowy takim wydatkiem, wodę czerpie się prosto z rzeki.
W lokalach gastronomicznych z pewnością nie bywa Wasilij Wsiewołod (68 l.), żyjący sam w lesie. Przyjeżdża rowerem do Esso po zakupy, głównie po chleb. W swoim życiu zabił 28 niedźwiedzi, ale od 30 lat już żyje z nimi w przyjaźni i żadnego nie skrzywdzi. Pije zioła i wodę z kamczackich ruczajów. Tabletek nigdy nie łykał. Miał dwie żony, ale najlepiej czuje się w leśnej samotni.
W rosyjskich restauracjach trzeba przestrzegać określonych kanonów. Dievushka, to zwrot grzecznościowy wobec kelnerki, ale również: ekspedientki, kasjerki, stewardessy i pani w pocztowym okienku. Tej formy używają nawet osoby nieletnie. Zabawnie są sytuacje, kiedy dievushka (ta prawdziwa) do starszej kobiety zwraca się per dievushka. To są zawiłości kulturowo-językowe, o czym nadmieniam dla oddania klimatu życia codziennego.
 


Komary

 
Na jednego mieszkańca Kamczatki przypada po miliardzie komarów i meszek. Przestraszeni Europejczycy wiedzą, że komarze watahy idzie przeżyć pod warunkiem zaopatrzenia się w tuby kremów i litry spray'ów. Pomocne są też wymyślne kapelusze z siatkami oraz rękawice. Choć, jak wieść niesie, przed meszką obrony nie ma żadnej. Rozjuszony drapieżnik atakuje w bandzie, w przeciwieństwie do komara nie wpija się w ofiarę, a rozszarpuje skórę i jest w stanie zabić krowę. Przeciętny mieszkaniec Kamczatki zabezpiecza się przed fruwającym horrorem spokojem i uśmiechem, z tym, że uśmiech pojawia się na widok spanikowanych turystów.
W tym momencie pozwolę sobie na autokreację. Mógłbym z krwiopijcami żyć za pan brat. Jako niewkusnyj (niesmaczny) B Rh(+), nie miałem z nimi poważniejszego problemu. Podczas przemierzania tajgi jedno pacnięcie w łysinę powodowało istną masakrę. Cała dłoń czarna, usłana puchem komarzego trupa! Wzorując się na tubylcach, jako człowiek proekologiczny, zaniechałem masowego komarobójstwa. Wmawiałem sobie, że mam do czynienia z atmosferycznym opadem. O współtowarzyszach niedoli wolę się nie wypowiadać. 

Stosunek Rosjan do komarzej plagi objaśnia następująca anegdota.

Putin i Bush poszli na ryby. Putin w skupieniu patrzy na spławik, a Bush nie może się skoncentrować na wędkowaniu, bo atakują go komary. Klepie się po karku, po nogach, po rękach, drapie się. A Putin siedzi nieruchomo i w skupieniu obserwuje spławik.

- Władimir, a dlaczego ciebie nie gryzą? - pyta w końcu umęczony Bush.
- Bo mnie nie wolno?

kamczatka9

Niedźwiedzie

 

Kamczatka jest ojczyzną 12 000 niedźwiedzi (1 zwierzę na 25 ludzi). Pisząc o niedźwiedziej ojczyźnie bynajmniej nie przesadzam. Nikt z tubylców nie wyrażał się o tym groźnym zwierzęciu z lekceważeniem. Przeciwnie, słyszałem głosy, że człowiek jest tutaj intruzem. Ursus arctos beringianus mieszka u siebie! Każdego roku na półwyspie pozyskuje się osobniki w klasie 8-10 stóp (3 metry wysokości w kłębie), przy długości czaszki do 70 centymetrów. Masa ciała dorosłych osobników dochodzi nawet do 600 kilogramów. Czego boją się niedźwiedzie kamczackie? Gwizdków. Wiadra odstraszających maści i beczki sprayów zdają się na nic. Wystarczy sobie pogwizdać...
Przez cztery tygodnie, po przejechaniu Kamczatki na przestrzeni 700 km, żywego niedźwiedzia nie widziałem. Spotkanie z maleństwem postury średniego psa i rankiem odkryte na śniegu tropy niezidentyfikowanej bestii nie dają mi, oj niestety, homologacji na heroizm.
W stanie niedosytu i z reporterskiej rzetelności musiałem zatem udać się do Muzeum Niedźwiedzia. Palcówka mieści się w niewielkim pomieszczeniu Rejonowej Biblioteki w Esso. Kustosz Natasza Litwinowa na ostatnim wydechu opowiedziała historię zwierzęcia symbolizującego Rosję. Póki co muzeum jest na dorobku i przypomina raczej izbę pamięci ku czci pluszaka. Na jego zbiory składają się misiaczki-przytulanki, ofiarowywane przez dorastające dzieci oraz parę kolorowych fotosów. Biblioteki, instytucji permanentnie niedofinansowanej, nie stać nawet na niedźwiedzią skórę. To rarytas pozyskiwany z pokładu helikopterów przez tzw. nowych Ruskich, uzbrojonych w izraelskie sztucery nafaszerowane elektroniką.
No cóż, bolejąc nad muzealną mizerią, wielką nadzieję pokłada się w nowym prezydencie Rosji, który nazywa się - nomen omen - Dmitrij Anatoljewicz Miedwiediew. Kończąc, chcę zauważyć, że przywódców Rosji z naszymi władzami wszystko dzieli, ale coś też łączy nienachlany wzrost, mianowicie. Rosjanie lubią i potrafią dowcipkować, bynajmniej nie oszczędzają najważniejszych osób w państwie.
kamczatka11
kamczatka12
 
Miedwiediew prowadzi pokazową lekcję dla pierwszoklasistów:
 
- Kiedy byłem mały?
Nagle jeden z uczniów mu przerywa:

- A teraz jesteś duży?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy polityk śmiertelnie obraził się na pierwszoklasistów całej Rosji. Russkij Rieportior z dn. 24 lipca 2008 r., z którego zaczerpnąłem anegdoty, w tym temacie nabrał wody w usta.
CDN

(zdjęcia autora)

 

 

afisz zaproszenia

 

POLECAMY

 

Wydawnictwo Poznanskie favicon

  

spm

 

 

PAP MediaRoom

 

 

Logo LegalnaKultura

 

HFPC

 greenpeace

 

czarna pszczolka

 

  

forum brzeg

  

 

OPOLSKA 

  

Gazeta brzeska logo

 

 

KIT 

 

logo salakpl

    

Ambrozja Globus

 

 

ttg dziennik turystyczny 240

 

 

edu tour

 

  

 

 

panorama album

 

Brzeg 4

pasek glowny debug