|
Kamczatka. Koniec geografii cz. 1 |
|
|
|
|
Leszek Tomczuk
|
|
10.08.2008. |
|
Strona 4 z 7
Gejzer niedoskonałości
Zejdźmy jednak na ziemię. Rosyjska prowincja o wiele lepiej wygląda z lotu ptaka aniżeli w kontakcie „organoleptycznym”. Bywałem w domach różnych Rosjan, u ludzi prostych, ale i u lekarzy i naukowców. Obejścia publiczne, klatki schodowe – rozpierducha niewyobrażalna, miejskie wykroty, pokradzione włazy studzienek, wyrastające z ziemi pułapki z drutu zbrojeniowego, krótko mówiąc – powszechna demolka. Mieszkania gospodarzy natomiast to perełki – oaza spokoju i estetyki. Niejednokrotnie za metalowymi drzwiami zabezpieczonymi sztabami i skomplikowanymi zamkami.
Nasuwa się refleksja: oto coś mojego, na złość kołchozom i kolektywizacji. W zbliżonych warunkach żyje znaczna część świata i tutaj jest to coś oczywistego. Po co się dziwić? Przecież jesteśmy w Rosji, w Azji i wszędzie, poza wypacykowanymi centrami wielkich metropolii, musi być podobnie.
No i coś jeszcze: kamczackie pawie! Miejscowe dziewczyny z modnymi fryzurami, z tipsami, umalowane i ubrane w zgodzie ze światowymi trendami, pokonujące bez chodnikową przestrzeń na wysokich obcasach, w obuwiu w tych warunkach odhumanizowanym. Dokonujące ekwilibrystyki z gracją, jakiej Europejki – mniemam – nigdy nie osiągną.
Kilka nocy spędziłem również w hotelach (Gejzer) i tańszych gostinicach (Junost), wszystko w Pietropawłowsku Kamczackim. Opłaty zróżnicowane i nieadekwatne do standardu oferowanego u nas, od 500 do 2500 rubli (10 r. = 1 zł), a więc bardzo drogo. Po co komu ciepła woda? Czy jest sens złorzeczenia na odpływ w wannie pod górę, nic niepasowanie do siebie, wyłącznik oświetlenia za drzwiami? Żeby zatem zapalić światło trzeba zamknąć się w ciemnym pomieszczeniu, potem wymacać urządzenie, nie wiadomo dlaczego zlokalizowane prawie pod sufitem. Jeśli do tego dodamy kafelki zaciągnięte złuszczoną farbą, w kolorystyce schyłkowego Breżniewa i urządzenia sanitarne pomontowane w niepojętych dla polskiego hydraulika kombinacjach, w jakichś techniczno-ergonomicznych szaleństwach – mamy obraz rosyjskiego hotelarstwa. Napisałem o tym by nie wyjść na tępego bałwochwalcę Rosji.
|