Joachim Brudziński
oznajmił słuchaczom radiowej Trójki (2 czerwca br.), że
dzięki ojcowskim rózgom jest tym, kim jest, w domyśle: Kimś.
Z kolei rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski zdradził, że
od swojego taty otrzymywał baty, a swoich synalków skarcił
już „ze dwa razy”.
Jeśli wyznam, że mojej skóry
żaden z rodziców nigdy nie złoił – czy mam uważać się
kogoś wyjątkowego, gorszego albo lepszego? Z pewnością nie
mieszczę się w standardzie prominentów, którzy w
dzieciństwie byli karceni. Nie zgłębię też głębi przemyśleń
innych znanych Polaków: Lecha Wałęsy i Jurka Owsiaka,
uznających klapsowanie ludzkich szczeniaków za coś
normalnego i absolutnie dopuszczalnego.
Bicie-nie-bicie małolatów
to wańka-wstańka – temat dyżurny wypływający z okazji MDD.
Całkowity zakaz bicia dzieci jest prezentem okazjonalnym rządu
Tuska, ofiarowanym w ramach ekspansji polityki uśmiechów,
która przypadkowo, a jakże, zbiegła się z dorocznym 1
czerwca.
Nie mam zamiaru rozwałkowywać tematu, którego
rozwałkować się nie da. Ilu ojców – takie koncepcje
wychowawcze, można skwitować. Oczywiście potępiam tatusiowanie w
stylu Josefa Fritzla z austriackiego Amstetten, ale w nie mniejszym
stopniu wzgardzam ojczulkami przepijającymi życie swojego
potomstwa. Brzydząc się koszmarnym Fritzlem bagatelizujemy tragedie
dziejące się tuż obok. Iluż spośród nas okrada dzieci,
wyzuwając je z butów i z godności, ulega różnym
nałogom i na zawsze piętnuje los najbliższych?
Mnie interesuje
coś innego. W jakim stopniu klapsy ojców Joachima i Janusza
przyczyniły się, że owi panowie znaleźli się akurat w tych
miejscach, z których mogą teraz objawiać kanony wychowawcze
wyniesione z domu. Czy to, że sztandarowy poseł PiS-u jest mało
sympatyczny (delikatnie rzecz ujmując) i programowo wnerwiający
(nie zamierzam być delikatny) jest efektem wcirów ojcowskich?
Czy były za mocne, czy za słabe?
Wychwalający metodę rózgi
poseł Brudziński pokazuje zacietrzewienie wobec przeciwników
politycznych. Zionie „miłością” do Grzegorza Napieralskiego,
kolegi ze studiów i rywala ze Szczecina, którego widzi
już w zwarciu z pokonanym Wojciechem Olejniczakiem (cytuję:
niedługo wezmą się za łby), oczywiście wie to zawczasu. To, że
w każdym niemal zdaniu, niczym zacięta katarynka, sekuje
ośmieszając wroga rodzicielskich klapsów – liberalnego
orędownika miłości – Donalda Tuska, dodawać już nie muszę.
Z
kolei rzecznik praw obywatelskich, doktor praw, dopuszczający metodę
wychowawczą w postaci ojcowskiego lania, dzięki wklepanej w tyłek
pokorze, przeprasza naród… polski?, nie! – afgański, za
tragedię Nangar Khel, wyręczając z roli rzecznika praw obywateli
Afganistanu.
Ot, jakie lanie, takie gadanie…
Mój
wniosek jest bardzo prosty: tata Januszka był bardzo skuteczny,
nauczył syna przepraszania i bycia grzecznym, niechby jedynie
dyplomatycznie. Z kolei rodziciel Jochimka lał małego drania raczej
mocno niż słabo i ten nikogo już nie przeprasza, przeciwnie –
bodzie, plwa, poniewiera i szydzi.
Bić, albo nie bić… –
zapytam za klasykiem. To dylemat nierozwiązywalny. Borykam się z
nim zawsze, kiedy wysłuchuję mądrości, jakie mają do
zaoferowania poszczególni politycy, wybieralni reprezentanci
narodu, bez ustanku tokujący w mediach. Na każdy temat: o życiu i
pożyciu, o prawie i naprawie, o krylu i krokodylach, o zdrowiu i
zdrowaśkach, o kombajnach i kombinowaniu.
Zostawiając z boku
erudytów z górnej półki napomknę o wybrańcach
lokalnych. Co rusz podczytuję, jak (nie)wiele mają do powiedzenia.
Z czym, z kim od rana się nie zgadzają, kogo aktualnie obrażają i
z kim nie zamierzają się nigdy pogodzić. Jeśli na tym ma polegać
wypełnianie społecznego mandatu, uprawianie polityki, owo czynienie
dobra, to ja tym panom już podziękuję.
Mniejsza z tymi, którzy
swoje androny plotą publicznie, chwali się im, że w ogóle
chcą zaistnieć. Od razu widać, że to dzieci przez rodziców
nie karcone, pozbawione obciachu, nielękające się publicznej
komunikacji z elektoratem. A gdzież niema większość, milczki,
które od początku kadencji nie puściły pary z ust? Może to
ofiary elementarnych zaniedbań rodzicielskich, poddawane
rytualizacji zasypiania (cytuję francuskiego pediatrę i psychologa
Aldo Naouri): mycie zębów, piżama, kołysanka, bajka,
pieszczota, mała lampka przed snem? A jak to nie pomoże (dodam od
siebie) – solidny kuksaniec pod żebro.
Leszek
Tomczuk
Masz prawo komentować. Masz prawo się z kimś i czymś nie zgadzać. Masz prawo przekonywać do swoich racji, ale nie masz prawa obrażać czegoś lub kogoś. Komentarz jest Twoją prywatną opinią, redakcja portalu nie ponosi żadnej odpowiedzielności za treści w nich zawarte. W skrajnych przypadkach zastrzegamy sobie prawo usuwania komentarzy, blokowania możliwości ich umieszczania. Zatem dobrze się zastanów nim kogoś lub coś obrazisz. To od Ciebie zależy jak to miejsce będzie wyglądało. |
| Dopisano () >> |
 |
|