Brzeg  - Ustaw jako strone startowa    Dodaj do ulubionych
Start
  30.07.2010.
 
Giertychomatura PDF Drukuj Email
Grzegorz Omelan   
04.07.2007.
gomelanMiała rację Krystyna Łybacka, była minister edukacji, twierdząc rok temu, że w nomenklaturze oświatowej, po „starej maturze” i „nowej maturze” pojawi się nowy termin: ”giertychomatura.”




 Trudno bowiem uznać za sukces sytuację, w której, jeśliby na chwilę zapomnieć o maturalnej amnestii, egzaminu otwierającego bramę do wyższej edukacji nie zdało prawie 99 tys. abiturientów, czyli 25%. Abstrahując od faktu, że ten straszny Trybunał Konstytucyjny uznał amnestię za niezgodną z konstytucją i dał Giertychowi rok na wycofanie rozporządzenia amnestyjnego. A to oznacza, że w przyszłym roku to dziwne prawo nie będzie obowiązywać.

 Pierwszym pytaniem, które nasuwa się po analizie wyników i komentarzy dotyczących tegorocznych matur jest to, czy minister edukacji nie widzi, ile zła wyrządza jego pomysł rok temu zamieniony w przepis. Wówczas młodzież nie wiedziała, że dostanie taki „prezent” od szefa polskiej oświaty, w tym roku tak. I okazało się, że znaczna część tych maturzystów, którzy w tegorocznej sesji nie zdali jednego egzaminu, zrobiła to z premedytacją. Po prostu odpuścili jeden przedmiot, by mieć więcej czasu na przygotowanie się na dwa pozostałe. I to jest, zdaniem Giertycha, sukces Nowej Matury 2007.

 Można by jeszcze długo wyliczać negatywy „giertychomatury”: uczy cwaniactwa, obniża poziom wiedzy ogólnej późniejszych studentów, zmusza uczelnie o gorszej renomie do przyjmowania słabszych uczniów, równa w dół wymagania egzaminacyjne. Do tego trzeba dodać, że w 2009 roku obowiązkowym przedmiotem stanie się matematyka, a minister już zapowiedział, że wpłynie na Centralną Komisję Egzaminacyjną, by pierwszy egzamin z tego przedmiotu nie był zbyt trudny. Czy to, że minister edukacji narodowej ma zamiar ręcznie sterować poziomem egzaminów w polskich szkołach to pozytyw?

 Specjaliści od egzaminów zauważyli jeszcze inną tendencję – otóż poziom pytań i zadań tegorocznej matury był bardzo niski. Niektórzy posuwają się do stwierdzenia, że z takimi zadaniami powinni sobie poradzić uczniowie trzecich klas gimnazjów. I jeśli aż 25% maturzystów nie jest w stanie sobie z tym poradzić, oznacza to, że tak kształcenie ponadgimnazjalne, jak i podejście uczniów do egzaminu maturalnego uległo znaczącemu pogorszeniu.

 Trudno się temu dziwić, skoro nauczyciele wielu przedmiotów skarżą się, iż przez dzisiejszą formę egzaminu są zmuszeni do nauczania pamięciowego, nakłaniania do wkuwania, co w dłuższej perspektywie jest nieefektywne z punktu widzenia ucznia. W cywilizowanym świecie szkolnictwo nakierowane jest na to, by nauczyć młodzież analizowania problemu, wyciągania wniosków, rozumienia związków przyczynowo-skutkowych. U nas jest odwrotnie. I nawet jeśli nauczyciel chciałby przygotować ucznia do studiów  w stylu, nazwijmy go, „zachodnim,” to i tak jest krępowany przez system, który mu na to nie pozwala.

 Dodatkowo fakt, iż obniża się i poziom, i prestiż matury, potęgowany jest przez to, że w naszym kraju od lat notowane są najniższe nakłady na naukę i oświatę. Nawet w Albanii łoży się na to relatywnie więcej pieniędzy. Ponieważ edukacja i nauka są podstawami rozwoju społeczeństw, łatwo odpowiedzieć na pytanie, gdzie my tak naprawdę obecnie jesteśmy.

 Można wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że za dwie dekady poziom nauczania tak się obniży, że za inteligenta będziemy uważali dopiero kogoś z doktoratem. Chyba jednak nie  zależy nam na tym, by inżynier bez doktoratu umiał zaprojektować most nad Wisłą a nie wiedział, jak nazywał się pierwszy elekcyjny król Polski, albo że Pluton już nie jest planetą Układu Słonecznego. A do takiej sytuacji, nie obrażając dzisiejszych inżynierów, doprowadzić może obniżanie wymagań wobec polskiego ucznia.

 „Giertychomatura,” jak i cała polityka edukacyjna Romana Giertycha, nie prowadzi zatem do podwyższenia wiedzy polskiego ucznia i dobrego przygotowania go do studiów i późniejszego życia. To smutne, bo sam minister, podwójny magister, świetnie znający język angielski, wzbudza poziomem wykształcenia szacunek. Mógłby akurat w tej sprawie równać do siebie.

 Po prawdzie, co smutne, tylko w tej… 

Grzegorz Omelan   




Masz prawo komentować. Masz prawo się z kimś i czymś nie zgadzać. Masz prawo przekonywać do swoich racji, ale nie masz prawa obrażać czegoś lub kogoś. Komentarz jest Twoją prywatną opinią, redakcja portalu nie ponosi żadnej odpowiedzielności za treści w nich zawarte. W skrajnych przypadkach zastrzegamy sobie prawo usuwania komentarzy, blokowania możliwości ich umieszczania. Zatem dobrze się zastanów nim kogoś lub coś obrazisz. To od Ciebie zależy jak to miejsce będzie wyglądało.
Dopisano (16) >> feed
...
Napisane przez Nauczyciel, 04 lipiec, 2007

Grzegorzu przyznasz chyba,że cała reforma oświaty przeprowadzona przed kilku laty to wielkie nieporozumienie.Było osiem klas,a teraz co 3 lata zmiana otoczenia,szkoły,nauczycieli.Uczeń nie zdąrzy się zaaklimatyzować,nauczyciel go poznać i już koniec danego etapu nauczania.Poziom polskiej szkoły bardzo się obniżył po przyjęciu wzorów z Europy Zachodniej.Zdecydowana większość nauczycieli tak sądzi,szkoda,że nie Roman.Może wrócić do starych,dobrych,sprawdzonych metod?

...
Napisane przez student, 04 lipiec, 2007

Reforam nie wyszła, ale u nas jak zwykle, zamiast poprawiać błędy, zajmujemy się sprawami drugorzędnymi. Najważniejsze stały się mundurki.Oj, wyprowadzi nas p.Roman ba manowce.

...
Napisane przez maruda, 04 lipiec, 2007

Z całej reformy oświaty załamało mnie jedna na maksa. Czytanie ze zrozumieniem w klasie maturalnej! Gratuluję takiej reformy oświaty.
Masz rację Grzesiu. NIestety masz rację!

...
Napisane przez Bezpartyjny, 05 lipiec, 2007

Interesujący temat Grzegorzu.

Co do Giertycha, to także specjalnie za nim nie przepadam.

Jednakże "wieszanie psów" na obecnym ministrze obarczając go odpowiedzialnością za poziom nauczania uważam za mało obiektywne.

Wszędzie pisze się o tym, że poziom wiedzy jest niski, że uczniowie kończąc szkołę nie posiadają umiejętności, które posiadać powinni.

Ktoś tą młodzież do matury przygotowuje, ktoś ją do egzaminu dopuszcza.
99 tysięcy uczniów zostało ocenionych przez nauczycieli jako przygotowanych do zdawania matury. Po egzaminie okazało się, że nauczyciele popełnili 99 tys. pomyłek. Wykształceni ludzie, nauczają młodzież z 75% skutecznością. Mówiąc językiem robotnika belfry zrobiły 1/4 bubli i ktoś im za to zapłacił.

Grzegorz, piszesz o jakości edukacji na tzw. zachodzie. Ja Cię zapytam: Kto pozwala sobie na 25 % pomyłek w pracy ? Który pracodawca zatrudniał by robotnika, popełniającego tyle błędów?

Nauczyciel oceniając poziom wiedzy ucznia dopuszczanego do matury jest swego rodzaju kontrolerem jakości. Ten kontroler wypuszcza na rynek (pracy) 25% źle przygotowanych potencjalnych pracowników lub studentów.

Wracając do Giertycha i systemu edukacji. Roman zajmuje się szkolnictwem od 5 maja 2006 r, a przygotowanie ucznia do matury zaczyna się już w szkole podstawowej, potem gimnazjum i wreszcie w szkole średniej. Czy Twoim zdaniem odpowiedzialny za stan rzeczy jest ten ostatni minister, czy wszyscy?


Ministrowie edukacji narodowej
* Henryk Bednarski 23 października 1987 - 14 października 1988 - Należał do PZPR. W latach 1980 - 1983
* Jacek Fisiak 14 października 1988 – 1 sierpnia 1989 - był ministrem edukacji narodowej w rządzie Mieczysława Rakowskiego.
* Henryk Samsonowicz 12 września 1989 – 14 grudnia 1990 - w rządzie Tadeusza Mazowieckiego
* Robert Głębocki 12 stycznia 1991 – 5 grudnia 1991 - Unia Wolności
* Andrzej Stelmachowski 23 grudnia 1991 – 5 czerwca 1992 - w rządzie Jana Olszewskiego
* Zdobysław Flisowski 11 lipca 1992 – 26 października 1993 - w rządzie Hanny Suchockiej.
* Aleksander Łuczak 26 października 1993 – 1 marca 1995 - był członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego
* Ryszard Czarny 4 marca 1995 – 26 stycznia 1996 - w rządzie Józefa Oleksego
* Jerzy Wiatr 15 lutego 1996 – 17 października 1997 - W 1949 wstąpił do PZPR, której członkiem był do momentu jej rozwiązania w roku 1990
* Mirosław Handke 31 października 1997 – 20 lipca 2000 - w rządzie Jerzego Buzka.
* Edmund Wittbrodt 20 lipca 2000 – 19 października 2001 - w rządzie Jerzego Buzka
Ministrowie edukacji narodowej i sportu
* Krystyna Łybacka 19 października 2001 – 2 maja 2004 - Członek PZPR, od 1993 r.
* Mirosław Sawicki 2 maja 2004 – 1 września 2005 oraz 1 września 2005 – 31 października 2005 - w rządzie Marka Belki.

Minister edukacji i nauki
* Michał Seweryński 31 października 2005 - 5 maja 2006 - w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie w Rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
Minister edukacji narodowej
* Roman Giertych 5 maja 2006 - ... - prezes Ligi Polskich Rodzin

Od podstawówki do matury mija kilkanaście lat... ministrowie zmieniają się często, a nauczyciele ? Nauczyciele pracują od ukończenia studiów do emeryturki (czasami wcześniejszej) i w tym czasie uczą młodzież... jak uczą, a no tak, że 25 % uczniów ocenionych jako przygotowanych do matury tego egzaminu nie zdaje.
Według mnie żadna reforma nie odniesie sukcesu dopóki nie zreformują się nauczyciele, przede wszystkim odpowiedzialni za rezultaty swojej pracy, za którą otrzymują wynagrodzenie, oraz przywileje w innych zawodach (gdzie 5% a nie 25% błędów bywa akceptowane) nieosiągalne.

...
Napisane przez obywatel, 05 lipiec, 2007

pooopieram przedmowczynie! dokladnie tak, winni sa przede wszystkim nauczyciele i ich zenujaco niski poziom profesjonalnego podejscia do wykonywanego zawodu (w 90% przypadkow)

...
Napisane przez sympatyk, 05 lipiec, 2007

gratuluję "Bezpartyjnemu" znajomości przynależności partyjnej ministrów. Tylko co to ma wspólnego z jego tezą, że nauczyciele są winni. Może jednak warto wrócić do sprawy reformy oświaty, którą przeprowadził rząd prof. Buzka !

...
Napisane przez Dziennikarzyna, 05 lipiec, 2007

Z ostatnich wieści zasłyszanych i przeczytanych w naszym lokalnym grajdołku wynika, że wszystkiemu jest winna Unia Wolności i Huczyński. W związku z powyższym - to z pewnością przekłada się na skalę krajową! Zatem - mamy winnych!

...
Napisane przez G.O., 05 lipiec, 2007

Krsytyna Łybacka była (jest) członkiem PZPR od 1993 roku?!Chyba wkradł się Bezpartyjnemu lapsus.
Alez oczywiście, że bardzo dużo winy za obecny stan rzeczy w oświacie ponoszą nauczyciele. Nigdzie w moim teksćie nie jest napisane, że za wszystko odpowiada Giertych lub jego poprzednicy. Jednakowoż to, co dzieje się teraz, przyznacie, nie ma precedensu. Ale tak musiało być, skoro dla przedłużenia swych rządów Kaczyński zdecydował się na oddanie takiego resortu, jak edukacja, w ręce tak zideologizowanego człowieka.
A już śmiechu warte jest to, że maturę zalicza się od 30% wzwyż. Stwierdzam to jako felietonista, a także egzaminator maturalny Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. To jak to ma przygotować do studiów, gdzie na dobrych uczelniach trzeba zyskać na egzaminach po 70%?

...
Napisane przez Bezpartyjny, 05 lipiec, 2007

Grzegorzu, czepiasz się. Pani Krystyna Łybacka była członkiem PZPR, następnie SdRP aż w końcu SLD.

To nie Pani Krystyna zmieniała partię, tylko partia zmieniała nazwę. W przypadku PZPR, każdy nawet bardzo przeciętnie wykształcony człowiek w Polsce wie, że organizacja ta już nie istnieje, więc nie można obecnie być jej członkiem.
Jedni interpretują zniknięcie PZPR ze sceny (w czasach PZPR z mono-sceny) politycznej jako jej likwidację, a inni jako zabieg w postaci zmiany nazwy i tylko częściowego zwrotu majątku, który to majątek narodowy był traktowany przez nią jako majątek tejże partii.

Zgadzam się z Tobą w pełni w kwestii minimum wystarczającego do zdania matury. Przeglądałem w internecie arkusze zadań maturalnych i tak z czystej ciekawości spróbowałem zaliczyć maturę z matematyki. Po zapoznaniu się z arkuszem wyników okazało się, że minimum osiągnąłem bez problemu... pomimo, że maturę (starą) zdawałem lata temu a do obecnej podszedłem bez przygotowania. Kończyłem szkołę, w której przedmioty klasyczne były traktowane jako pomoce do wykonywania zawodu, a priorytet kładziono na zagadnienia czysto zawodowe (przygotowujące do wykonywania pracy w określonej dziedzinie).

Nie traktuję rozwiązania arkusza z matmy jako swojego sukcesu. Dla mnie porażką jest jego nierozwiązanie na stopień dopuszczający (np. do podjęcia studiów) przez dzisiejszych uczniów.

W przypadku starej matury było inaczej, mniej zadań do wyboru, tematyka nie obejmowała całości zagadnień (działów). Wydaje mi się, że więcej zależało od szczęścia niż obecnie. Ale próg minimum.... tu już nie ma z czego schodzić, a właściwie jest do czego dodać i tu się z Tobą w "101%" zgadzam.

Co do osiągnięcia 70 %... tu trochę trudniej, dla mnie zabrakło czasu na rozwiązanie wszystkiego.
Może warto by się zastanowić nad nauką sposobu rozwiązywania zadań pod kątem skuteczności, analizą materiału, umiejętnością wybrania tego co jestem w stanie zrobić, a odrzucenia tego co może wykraczać poza obecne umiejętności. W przypadku tegorocznych arkuszy było z czego wybrać.
Słyszałem narzekania maturzystów na brak czasu, na to że materiał nie był w szkole w pełni "przerobiony".
Skoro nauczyciele nie nadążają z "przerobieniem" materiału, warto by się zastanowić dlaczego tak się dzieje.
Skrócone lekcje, więcej przerw w nauce niż samej nauki. Nauczyciele mają święto (np. Dzień nauczyciela), ferie, czas na dokształcenie się. A uczniowie narzekają na "nieprzerobiony" materiał.

Czasami odnoszę wrażenie, że mamy odwrócone pojęcie szkoły, w stylu: uczniowie są dla szkoły (bo za nimi idą pieniądze), szkoła jest dla nauczycieli (bo gdzieś trzeba odbębnić etacik), a rodzice dla szkoły (bo ktoś musi za to płacić).
A gdzie jest zasada, że: szkoła jest dla uczniów, nauczyciele są dla szkoły, a rodzice są od umożliwienia dziecku rozwoju i wejścia w dojrzałość z jak najlepszym przygotowaniem ?

...
Napisane przez Pranoja udzielona, 05 lipiec, 2007

Mam nieodparte wrazenie, ze caly system w Polsce dazy ku samozagladzie. Widze to w telewizji, slysze w radio, czytam w gazetach. Dzis nic nie jest takie, jakie byc powinno. Pamietam "swoje" zakuwanie do matury i rozpierajaca dume ze zdania egzaminu dojrzalosci. Dzis patrzac z perspektywy lat, wiem, ze w okresie chodzenia do liceum mialam apogeum swoich mozliwosci: obowiazkow i pasji. Dzisiejsza mlodziez moze dac sobie "luzu". Nie musi sie przemeczac ani stresowac. Moze swobodnie pic i palic- bez zazenowania, bo to jest "cool", "trendy" i "jazzy". A ja przekonujac ich ze mozna stac sie "lepszym" poprzez nauke i prace, jestem glupiutkim misiem, ktory tyra za marne grosze...
Wiec po co sie uczyc??

...
Napisane przez kajko, 06 lipiec, 2007

Roman w MEN to faktycznie wydarzenie bez precedensu od czasu bytności w tymże ministerstwie „jajcarskiego” lektora Wiatra. Obecna (po 1989r.) sytuacja w szeroko rozumianej edukacji przypomina jako żywo sytuację w powojennej Polsce zwanej wówczas dla zmyłki Ludową. Otóż „młoda” robotniczo-chłopska władza postanowiła, że wszyscy obywatele będą umieli czytać i pisać i słowo ciałem się stało. Statystycznie sprawę załatwiono szybko i sprawnie, kto umiał czytać i pisać uczył masy tej, wówczas deficytowej umiejętności (patrz stare kroniki filmowe). Obecnie tj. po 1989r. w tym samym stylu załatwia się sprawę wyższego wykształcenia. Jak grzyby po deszczu powstają wyższe uczelnie. W byle wiosce (np. Brzeg, Pułtusk …) są jakieś dziwne alma mater. Jest niemal jak po wojnie, wystarczy salka w wiejskiej remizie, kilku „przedsiębiorczych” i już mamy uczelnię (ciekawe kto zgadnie za czyich rządów wydano najwięcej pozwoleń na uruchomienie wyższych uczelni), że nie wspomnę o jednorocznych liceach ogólnokształcących kończących się maturą, bo w końcu ktoś musiał te wyższe uczelnie zapełnić. W obecnym systemie edukacji jest niestety deficyt „przedwojennych” nauczycieli zarówno szkolnych i akademickich którzy potrafią wychowywać i kształcić, a jak trzeba, to pozostawić delikwenta na właściwym dla niego poziomie wykształcenia (ach gdyby nie obawa np. o porysowane autko). Ale to, to już niestety konsekwencja powojennej, trwającej dziesiątki lat „stachanowki” na edukacyjnym froncie (nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera). Aż strach pomyśleć co by się działo gdyby mateczka PZPR wymyśliła sobie już w latach 70-tych, że należy zwiększyć ilość osób z wyższym wykształceniem i udostępniła podwoje WUML-ów szerokim masom, a nie tylko partyjnej „elicie”. Niestety system jest niezmienny od lat, podstawówka i gimnazjum należy się jak chłopu ziemia, matura to pestka i już droga na „lechicką” staje otworem. Za odpowiednią opłatą, po kilku latach społeczeństwo otrzymuje świeżo wyprodukowanego współczesnego inteligenta. Roman (z edukacją na poziomie średnim) jest tutaj kontynuatorem tradycji pielęgnowanej przez wszystkich członków listy bezpartyjnego i ich poprzedników, tylko czy również za to jest tak nie lubiany przez zetenpowskie hufce. Sprawa jest delikatna! Co by się stało gdyby nagle zamknięto jednoroczne licea z maturą i zaostrzono maturalne wymogi? Co by się stało z naborem do małomiasteczkowych, wysokopłatnych wyższych uczelni? Nastąpiły masowe bankructwa i ich zamknięcie, a tym samym zniknęłaby intratna możliwość „trzepania” chałtur przez, no właśnie kogo? Dziwna sprawa z tymi giertychomaturami, czy ktoś słyszał o gwałtownych protestach płynących ze współczesnych, ale płatnych WUML-ów, że podsyła im się niedouczonych abiturientów? Otóż nie. Z tego powodu niejako „służbowo” , w imię środowiskowego solidaryzmu biadolili jedynie rektorzy elitarnych wyższych uczelni, którzy nie muszą się martwić o nabór nowych studentów. Czyżby Roman z łybackimi giertychomaturami był nieświadomie elementem biznesowo-uczelnianego układu? Ach, gdyby tak nauczycieli było stać na ciągłe malowanie porysowanych samochodów……….

...
Napisane przez Marcinek, 07 lipiec, 2007

Bez przesady! Między drugą a trzecią Rzeczpospolitą w dziedzinie edukacji coś jednak zaistniało - skąd wział się tytuł, że tak powiem naukowy, Kaczyńskiego? Czy tylko ze szkółek dla analfabetów? Nie sądzę. Odrobinę obiektywizmu życzę!

...
Napisane przez kajko, 07 lipiec, 2007

Marcinku: Jeszcze raz w skrócie, produkcja osób z wyższym wykształceniem w III, a dziś według oficjalnej kolejności chyba IV RP jako żywo przypomina masowe wypusty „czytatych i pisatych” w pierwszych 10-ciu latach po koszmarze II wojny światowej. Szacunek i obiektywizm w odniesieniu do edukacyjnych dokonań PRL jest zawarty w zdaniu „Aż strach pomyśleć co by się działo gdyby mateczka PZPR wymyśliła sobie już w latach 70-tych, że należy zwiększyć ilość osób z wyższym wykształceniem i udostępniła podwoje WUML-ów szerokim masom (WUML, dla tych co nie wiedzą, to Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu). I za ten właśnie brak „wymyślunku” chwała peerelowskim edukatorom. Niewątpliwie masz rację, że PRL ma sukcesy na edukacyjnym polu. Warto też pamiętać, że edukacja to jeden z elementów większej całości. Przecież III RP odziedziczyła po ludowym eksperymencie wykształcone społeczeństwo, wspaniałe stadiony i hale widowiskowo-sportowe, całą masę autostrad i dróg, nowoczesną i konkurencyjną gospodarkę oraz sprawne maszyny do drukowania pieniędzy. Obiektywnym jest stwierdzenie, że „ludowa władza” odbudowała kraj po zniszczeniach wojennych, zapewniła dla wielu awans społeczny itd. Ale gdy jej dokonania zestawimy z osiągnięciami będącymi w tym samym czasie udziałem innych państw to dla wyciągnięcia wniosków i nauk na przyszłość przywoływany przez Ciebie obiektywizm jest faktycznie nieodzowny.

...
Napisane przez Bezpartyjny, 08 lipiec, 2007

kajko, ale jeszcze raz wytłumacz mi, co ma Roman do produkcji entelegentów na "wyższych uczelniach" ? i "liceach w rok ... z maturą" ???
Chyba nie do końca zrozumiałem powiązanie zachowań Giertycha z całym procederem.

Uczelnia w wiosce... jak najbardziej możliwa... filia AE w Żłobiźnie. Studia zaoczne, egzaminy we Wrocławiu. Uczelnie chcą otwierać filie dla studentów zaocznych, którzy wykonując zawód chcą się dokształcać.

Ale nie te twory typu "wyższa szkoła umiejętności bycia bezrobotnym".
Tylko co ma z tym wspólnego Roman ???

...
Napisane przez Marcinek, 10 lipiec, 2007

No, fakt. Roman dla magistrów jeszcze mundurków nie wprowadził.

...
Napisane przez kajko, 10 lipiec, 2007

Bezpartyjny: Niezaprzeczalny wkład Romana w produkcję wymienionych przez Ciebie "entelegentów z wyższym wykształceniem" związany jest głównie z jego maturalnymi dokonaniami umożliwiającymi niedouczonym abiturientom dostanie się na "wyższą uczelnię". Nie jest też tajemnicą funkcjonowanie "szkół średnich" do których jedno lub półtoraroczne uczęszczanie kończy się maturą. I Roman ich niestety również nie zlikwidował! Moja wypowiedź: "Roman (z edukacją na poziomie średnim) jest tutaj kontynuatorem tradycji pielęgnowanej przez wszystkich członków listy bezpartyjnego i ich poprzedników, tylko czy również za to jest tak nie lubiany przez zetenpowskie hufce. Sprawa jest delikatna! Co by się stało gdyby nagle zamknięto jednoroczne licea z maturą i zaostrzono maturalne wymogi?". Ano stało by się to, że uczelniany biznes straciłby bardzo duże grono potencjalnych klientów, którym nie jest w stanie nic zaoferować oprócz kwitka z wyższym wykształceniem no i oczywiście puste kieszonki w zamian za wydane zaświadczenie (dyplom). Te wszystkie szkoły wyższe specjalnej troski to świetne firmy handlowe które za wielkie pieniądze sprzedają młodym ludziom tylko marzenia.

Dodaj


Wpisz ten kod


busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

 
Kontakt | Regulamin | Zgłos bład | Reklama
  Copyright © 2005-2007 Brzeg.com.pl  Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.  
Specjalne podziękowania za inspirację pracy nad portalem dla Agnieszki